I to solidnie, bowiem zarysowała się szansa występu na olimpijskich arenach w Londynie. Dzięki Duńczykom, których najpierw pokonaliśmy w Serbskich mistrzostwach, i którzy potem zdobyli tytuł Mistrzów Europy, dający automatycznie udział w turnieju olimpijskim, zwalniając dla nas miejsce w turnieju kwalifikacyjnym, ponieważ polska w ostatnich Mistrzostwach Świata zajęła miejsce 8, pierwsze, nie dające szansy gry o paszporty do Londynu. Trener duńczyków mówił przed meczem, że grają też dla nas, że wygrywając z Niemcami otworzyliśmy im drogę do walki o złoto; łatwo to mówić, walcząc o zwycięstwo w turnieju, przecież dla siebie. Potwornie zróżnicowany poziomem gry naszej, i nie tylko /Francuzi poza podium/ reprezentacji turniej Mistrzostw Europy, w nieszczęściu zajęcia dalekiego miejsca, przyniósł nam jednak nadzieję na powrót do grona najlepszych drużyn Świata. Czy musimy jednak wchodzić do walki tylnymi drzwiami, licząc na przedziwny zbieg sprzyjających okoliczności ? Stać nas, na pewno, na więcej. Polskie władze sportowe i sztab szkoleniowy szczypiornistów muszą coś zmienić, naprawić, by polska piłka ręczna wróciła na należne jej miejsce w światowej elicie. Na taki sygnał liczymy już 6-8 kwietnia br, w turnieju kwalifikacyjnym do Olimpiady, który odbędzie się w Hiszpanii.
wtorek, 31 stycznia 2012
Polscy szczypiorniści zagrają w kwalifikacjach olimpijskich
Krzysztof Borne
I to solidnie, bowiem zarysowała się szansa występu na olimpijskich arenach w Londynie. Dzięki Duńczykom, których najpierw pokonaliśmy w Serbskich mistrzostwach, i którzy potem zdobyli tytuł Mistrzów Europy, dający automatycznie udział w turnieju olimpijskim, zwalniając dla nas miejsce w turnieju kwalifikacyjnym, ponieważ polska w ostatnich Mistrzostwach Świata zajęła miejsce 8, pierwsze, nie dające szansy gry o paszporty do Londynu. Trener duńczyków mówił przed meczem, że grają też dla nas, że wygrywając z Niemcami otworzyliśmy im drogę do walki o złoto; łatwo to mówić, walcząc o zwycięstwo w turnieju, przecież dla siebie. Potwornie zróżnicowany poziomem gry naszej, i nie tylko /Francuzi poza podium/ reprezentacji turniej Mistrzostw Europy, w nieszczęściu zajęcia dalekiego miejsca, przyniósł nam jednak nadzieję na powrót do grona najlepszych drużyn Świata. Czy musimy jednak wchodzić do walki tylnymi drzwiami, licząc na przedziwny zbieg sprzyjających okoliczności ? Stać nas, na pewno, na więcej. Polskie władze sportowe i sztab szkoleniowy szczypiornistów muszą coś zmienić, naprawić, by polska piłka ręczna wróciła na należne jej miejsce w światowej elicie. Na taki sygnał liczymy już 6-8 kwietnia br, w turnieju kwalifikacyjnym do Olimpiady, który odbędzie się w Hiszpanii.
Zadyszka Barcelony
Mistrzostwo Hiszpanii coraz bliżej powrotu na Santiago Bernabeu. Już tylko prawdziwy kataklizm mógłby spowodować pod koniec sezonu mistrzostwa Raelowi. Drużyna Jose Mourinho nawet jeśli pierwsza traci gola tak jak w sobote to nie poddaje się i w końcu wygrywa inkasując trzy punkty. Raczej ciężko sobie wyobrazić przy obecnej formie Realu popełnili taki błąd jaki popełnili Katalończycy w sezonie 2006/2007, którzy mając 10 punktową przewagę zbyt wcześnie zaczęli świętowanie i w ostateczności tytuł trafił na Santiago Bernabeu.

Wszystko wskazuje na to, że po rządach Barcelony tytuł mistrzowski po trzech latach trafi do Madrytu. Real nie bardzo żałuje rozstanie się z pucharem króla, ponieważ to trofeum podopieczni Mourinho zdobyli w poprzednim roku. Razem zgodnie twierdzą, że najważniejsza jest liga. Barca nadal będzie grać swoje mecze co trzy dni, a widać było podczas meczu z Villarreal, że podopieczni Guardioli grali bez pomysłu na powodzenie i że są bardzo zmęczeni. Włożyli mnóstwo sił w to aby wyeliminować Real z pucharu. Na boisku było widać brak Andreasa Iniesty, który nie zagra przez ponad dwa tygodnie, a Xavi zupełnie był niewidoczny. Do tego fantastyczny mecz rozegrał Diego Lopez skutkując dobrymi interwencjami.
Mimo remisu niech nikt nie pomyśli, że wielka Barcelona się podda. Pep Guardiola nie miał nic do zarzucenia swoim piłkarzom grali dobrze tylko zabrakło trochę szczęścia pod bramką. Zostało jeszcze 18 spotkań do końca to sporo i wiele się może jeszcze wydarzyć. Piłkarze też zgodnie twierdzą, że bedą walczyć o każdy punkt i do końca. Kilka tygodni temu Guardiola powiedział, że nie zdobywają mistrzostwa na wyjazdach i w 45 zgromadzonych punktów Katalończycy zdobyli zaledwie 17 punktów. Nawet jeśli wygrają wszystko co jest możliwe w przypadku Barcelony to trudno się jednak spodziewać tyle potknięć Realu, który co prawda nie najlepiej zaczął mecz z Saragossą ale mecz zakończył się zwycięstwem Królewskich.
napisał: Piotr Markowski
www.aktualnoscisportowe.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43457/zadyszka-barcelony
www.aktualnoscisportowe.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43457/zadyszka-barcelony
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Marit Bjoergen zdeklasowana w Mistrzostwach Norwegii
Sprzeczne wypowiedzi Marit na temat przyczyn tak dotkliwej porażki są, co najmniej, dziwne. W jednych przewija się zdumienie i niewiedza, w innych zmęczenie sezonem /a do jego końca przecież daleko/ i Tour de Ski, w jeszcze innych narzekania na wiatr i przygotowanie sprzętu, co jest chyba najmniej istotną wymówką; mówi też o chorobie i nienajlepszym stanie zdrowia, zauważając wcześniej, że jest w dobrej formie. Spekulacjom wiec nie ma końca.
Z jednej strony mówi się o niewłaściwym przygotowaniu do sezonu i złym cyklu treningowym. Ciśnie się na myśli używanie środków / inhalatorów/ na astmę, na którą podobno „cierpi” spora grupa norweskich biegaczek, a którą zatwierdziły władze narciarskie, w których Norwegia odgrywa niebagatelną rolę. Są zdania, że Bioergen oszczędza się na walkę z Justyną w Pucharze Świata, narzekania na przeładowanie startami. I presję, no właśnie….. Czy „królowa nart”, na jaką kreowali ją trochę fanatyczni na tle biegów narciarskich, Norwegowie - jest nią rzeczywiście? Czy ona sama widząc, że to „królowanie” wymyka się jej z rąk, na rzecz jakiejś tam Polki, nawet nie Skandynawki, nie potrafi przyjąć tego z godnością i uznaniem dla naszej zawodniczki? A za nią, i tu jest wspomniana presja, władze norweskiego narciarstwa, których „idolka” zawodzi i cała, rozkochana w swoim narciarstwie biegowym, Norwegia, nie mogą takiego stanu rzeczy przeboleć i zaakceptować, by uporządkowac nieco chaos spowodowany nieobliczalnymi działaniami. Do tego dochodzi nieoczekiwanie słabsza postawa najlepszego biegacza, Petera Nordhuga, którego skutecznie stara się zdetronizowac, Szwajcar, Dario Colognia.
Inną i chyba nadrzędną w tej kwestii sprawą jest podejście i stanowisko norweskich władz narciarskich, a także państwowych i pokrewnych /TV/, włączając w to bogatych i wpływowych sponsorów. Przy tak olbrzymich nakładach na narciarstwo biegowe/ w porównaniu do innych krajowych federacji / jest powinnością, wręcz nakazem za wszelką cenę, zwyciężanie i przewodzenie na listach rankingowych, nie bacząc, na przecież najważniejsze w demokratycznej rzeczywistości, uwarunkowania prywatne i po prostu ludzkie. Życzymy Norwegii, która przecież jest potęgą narciarską, by wyszła z tego, w/g niej tylko, dołka, bo zdrowa i szlachetna rywalizacja, poparta właściwymi działaniami organizacyjnymi, jest oczekiwaniem wielkiej rzeszy fanów narciarstwa biegowego.
Kabor
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43394/marit-bjoergen-zdeklasowana-w-mistrzostwach-norwegii
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43394/marit-bjoergen-zdeklasowana-w-mistrzostwach-norwegii
Kamil Stoch – przymiarka do Stocho – manii?
Natomiast dzień później, wygrał znowu Japończyk, Daiki Ito przed K. Stochem i A. Koflerem z Austrii. Podwójny sukces Ito trzeba uznac za niespodziankę, choć to skoczek bardzo dobry i liczący się w światowej czołówce a własna skocznia też miała swój udział w tych zwycięstwach.
Dwa świetne wyniki K. Stocha w trudnych warunkach/ szczególnie 1-szy konkurs/ i na niełatwych skoczniach, pozwalają sięgnąć pamięcią do złota olimpijskiego Wojtka Fortuny oraz znacznie później, na wspaniałe wyniki A. Małysza, ale też, co bardzo nas cieszy, spojrzeć na systematycznie pnącą się w górę karierę Kamila. Już w zeszłym sezonie kilkakrotnie, w tym zwycięstwo w Zakopanem, zasygnalizował aspiracje do światowej czołówki. Ten sezon to potwierdza. Już w tej chwili zdobył tyle punktów, ile miał na zakończenie poprzedniego Pucharu Świata. Jego co raz bardziej stabilna, wysoka forma rokuje trwałą pozycje wśród najlepszych, którzy w każdych zawodach muszą brac pod uwagę występ Polaka.
Do błyskotliwych, wspaniałych lotów A. Małysza, w jego pięknej karierze, medalowych /często złotych/pozycji w najważniejszych rangą konkursach, Kamil zbliża się miarowymi, dużymi krokami. I niech tak będzie. Nie oczekujmy, na razie fajerwerków, przyjdzie na nie czas, taką mamy uzasadnioną nadzieję. Trzeba jednak stworzyć Stochowi takie warunki, by ona się ziściła, bo na to Kamila stać. Nie można zmarnować takiego, niewątpliwie, talentu. Sądząc po nieco lepszej, ale ciągle i już bardzo długo nie spęłniającej oczekiwań, postawie naszych pozostałych zawodników /wręcz słaby Hula, ale uparcie wstawiany do kadry/ można by pomyśleć o, chociaż częściowej, zmianie sztabu szkoleniowego. Jest w Europie kilku trenerów, pod okiem których Stoch mógłby sięgnąć po najwyższe laury w skokach narciarskich. Takiego stanowiska życzymy PZN-owi, a Kamilowi, co za tym idzie, racjonalnego dojścia do sukcesów na miarę swojego wielkiego poprzednika i swoich predyspozycji. Porównywanie się z Adamem, lub dogonienie i przebicie jego osiągnięc, nie powinno być jednak główną motywacją Stocha/ może bardzo pośrednią/. Powinna nią być co raz wyższa, równa forma, by w każdych zawodach osiągać najwyższą, co najmniej medalową pozycję.
Kabor
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43455/kamil-stoch-przymiarka-do-stocho-manii
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43455/kamil-stoch-przymiarka-do-stocho-manii
sobota, 28 stycznia 2012
Definicja sportu w ujęciu historycznym.
Słowo sport pochodzi od łacińskiego desportare - odprężyć się, rozerwać. Do XVIII wieku sport występował wyłącznie w szerszym znaczeniu
Sport = współzawodnictwo (w ograniczonym zakresie) + rekreacja ruchowa + wychowanie fizyczne
i opierał się przede wszystkim na rekreacji i rzadko na bardzo ograniczonej rywalizacji, która raczej posiadała wyłącznie cel utylitarny. Oczywiście rywalizowano fizycznie, jednak były to działania słabo zorganizowane najczęściej w ramach militarnych przygotowań lub pokazów sprawności.
Wyjątkiem od tej reguły możemy odnaleźć wyłącznie w starożytnej Grecji, gdzie możemy odnaleźć sport w jego klasycznym, węższym zakresie.
sport = współzawodnictwo sportowe
Przybrał on formę Igrzysk (pierwszy zapis o starogreckich igrzyskach pochodzi z 776 r. p.n.e.) o dość mocno rozbudowanej rywalizacji i systemie przygotowań.
We wcześniejszych jak i późniejszych czasach przed nowożytnymi o rywalizacji sportowej możemy mówić co najwyżej poprzez koncepcję ludyczną ( ludo grec. – bawić się) lub pedagogiczną. Natomiast Koncepcja Agonistyczna (agos gec. – walka), która obecnie dominuje w sporcie, w szerokim tego znaczeniu zastosowano tylko w ramach Igrzysk Olimpijskich i w obecnych koncepcjach sportu.
Wiemy zatem, iż podczas Igrzysk istniały regulaminy poszczególnych dyscyplin a każdy ze startujących musiał złożyć przysięgę, iż będzie ich przestrzegał. Stosowano już wtedy też podział na trzy kategorie wiekowe. Trzeba też przyznać, iż starożytni pomimo różnicy wielu setek lat uznawali prawa kobiet do sportu bardziej niż Cuberten, który w swojej koncepcji ograniczył rywalizację wyłącznie do mężczyzn. W tamtych czasach odbywały się tak zwane olimpiady żeńskie zwane e r a j s k i m i (od imienia Hery, żony Zeusa). Budowano też profesjonalne obiekty sportowe. W Olimpii, gdzie archeologowie zdołali częściowo odtworzyć istniejące tam w starożytności obiekty (zniszczone trzęsieniem ziemi w VI w. ne.), obok wspaniałej świątyni z posągiem Zeusa, który zaliczany był do 7 cudów świata, centralne miejsce zajmował stadion o wymiarach 192 na 30 m, ze skarpą ziemi przeznaczoną dla widzów. Co prawda i wcześniej były w Grecji tzw. Palestry, jednak służyły one przede wszystkim celą wychowawczym w okresie do 18 roku życia. Zastępowały je w późniejszym okresie życia gimnazjony jako obiekty do szkoleń militarnych. Podobnie było w starożytnych Chinach jak i Indiach w których rywalizacja sportowa miał być przede wszystkim wsparciem w szkoleniu wojskowym.
Już wtedy też sport miał charakter ruchu pokojowego, gdyż w trakcie igrzysk zakazane były wszelkie konflikty militarne. Niestety i w tamtych czasach nie potrafiono ustrzec się od wpływów politycznych. Przykładem na to, może być start Cezara, który wygrał wszystkie dyscypliny, gdyż bano się z nim wygrać. Upadek koncepcji igrzysk był też polityczny, gdyż cesarz rzymski Teodozjusz I, żarliwy chrześcijanin, w 393 r. n.e. uznając je za przejaw pogański, zakazał ich odbywania. Trzeba jednak dodać, iż utraciły wcześniej swój charakter stricte sportowy, na rzecz widowiska.
Niestety trudno w tym okresie odnaleźć wyczerpującą definicje sportu. Nawet w dziełach wielkiego filozofa Platona pomimo, iż kilkakrotnie wygrywał podczas igrzysk nie znajdziemy takowej. Można jedynie z ówczesnej praktyki wywnioskować jaki cel przyświecał starożytnej rywalizacji sportowej.
Dla Greków sport to działania umożliwiające podjęcie rywalizacji :
1. honorowej i ściśle zorganizowanej wcześniej – zwycięstwo przynosiło zaszczyt a osoby, które chciały w niej brać były sprawdzane wcześniej przez specjalnych urzędników (hellanodiaków), którzy byli protoplastami dzisiejszych sędziów
2. w ściśle określonych dyscyplinach zgodnie z ich regulaminami - dokładnie określane zasady jak i kary za łamanie ich (przykładowo chłosta i wykluczenie)
3. ku czci bogów – było one częścią święta religijnego
4. wolnym ludziom o nieposzlakowanej opinii – rywalizować mogli tylko ludzie będący obywatelami (brak powszechności) i nie karanych.
5. krajom szanującym pokój – by sportowcy mogli przybyć zabraniano w tym czasie wojen, sportowcy reprezentowali poszczególne państwa początkowo wyłączni greckie a następnie wchodzące w skład Imperium Rzymskiego, co daje tej rywalizacji ponadnarodowy charakter wcześniej nie występujący w takim zasięgu.
6. fizycznej jak i w sztuce – tak jak pierwsze olimpiady nowożytne rywalizowano wtedy również w muzyce i rzeźbie
7. przygotowania do nich – część dyscyplin miały rozwinięty system szkolenia i opracowany zakres technik. Dowodem na to jest rzeźba dyskobola w momencie wyrzutu dysku, dłuta Myrona z V wieku pne.
Okres średniowiecza i panujące w nim chrześcijaństwo całkowicie odeszło od osiągnięć starożytności również w sporcie. Wydaje się, że bardziej od upadku Rzymu winna temu była chrześcijańska doktryna religijna, która traktując świat doczesny jako przejściowy bardziej nastawiony była na umartwianie się i rozwój duchowy, niż fizyczny.
Dopiero nadejście Odrodzenia odkryło na nowo osiągnięcia starożytnych. Zaczęto również wracać do koncepcji rozwoju fizycznego. Pod koniec XIX wieku odrodziła się klasyczna definicja sportu, która w kolejnym wieku zaczeła zyskiwać przewagę nad tzw. szeroką.
Przemo
http://artelis.pl/artykuly/43345/definicja-sportu-w-ujeciu-historycznym
http://artelis.pl/artykuly/43345/definicja-sportu-w-ujeciu-historycznym
Hamburger usmażony przez Borussen!
Zaczęło się od mocnego uderzenia gości. Dogodną okazję zmarnował Sven Bender. Piłka podawana przez Kubę Błaszczykowskiego trochę mu podskoczyła i poszybowała ponad poprzeczką J. Drobnego. Naszemu super strzelcowi Robertowi Lewandowskiemu także brakło zimnej krwi. Po pięknym podaniu na wyjście od Kagawy wyszedł sam na sam, jednak nie zdołał oddać strzału, który zamieniłby się na gola. Borussia ma to do siebie, że lubi odebrać piłkę na 30 metrze przed bramką rywala i strzelić gola. Tak było w 16 minucie. Sven Bender przejął piłkę na i od razu podał do Japończyka Kagawy. Ten zamarkował, że będzie strzelał, jednak ten podał piłkę do Kevina Grosskreutza, a ten już nie zwykł marnować takich okazji.
Bardzo dużo drużyn ma to do siebie, że zaczyna grać dopiero wtedy, gdy wbije im się gola. HSV od razu rzuciło się na bramkę strzeżoną przez młodziaka Langeraka. Na lewej stronie szarżował Dennis Aogo. Mijał, dryblował, dośrodkowywał, jednak partnerzy z napadu byli wzorowo kryci przez żelazną obronę BVB.
Gracze Borussii ustawiali się i przesuwali tak szczelnie, że jedyną nadzieją na przedostanie się pod bramkę rywala były długie piłki posyłane w stronę napastników. Przy takiej grze z zespołem z Dortmundu każdy atak kończy się fiaskiem.
A BVB dalej swoje. Kolejne przejęcie i szybkie podanie do Roberta Lewandowskiego. Ten zakłada „siatkę” kapitanowi hamburczyków Westermannowi, mija kolejnego obrońcę, a także bramkarza. Strzał i bramka. Dość łatwe, jednak takiej bramki pozazdrościć mu mogą najlepsi gracze Europy.
Ciężko się grało HSV. Mieli dość mało okazji na strzelenie bramki, a dużo kompleksów w obronie. W 58 minucie kolejna akcja z udziałem Polaków. Kagawa prowadzi piłkę, podaje do Roberta, który przerzuca piłkę na obrońcą. Nie strzela sam, jednak zostawia piłkę Błaszczykowskiemu. Nasz kapitan pewnym, mocnym strzałem wpisuje się na listę strzelców.
Dobre zmiany to podstawa. Moritz Leitner wszedł na boisko za Sebastiana Kehla w 73 minucie, trzy minuty później wywalczył rzut karny. Do piłki podszedł nasz kapitan Kuba Błaszczykowski. Podobnie jak z Niemcami. Ze spokojem i zimną krwią umieścił piłkę w bramce. Można, by rzec pozamiatane.
Młodzi Borussen nie szczędzili sił w ataku do końca. Kolejna składna akcja. Kilka podań i Robert Lewandowski wyszedł na 7 metrów z piłką przed bramkarzem. Wymarzona sytuacja, którą Robert wykorzystał ze stoickim spokojem.
Gra się do końca, choćby o honor! Sala, włoski piłkarza wpuszczony w 65 minucie za Jansena, mija dwóch obrońców BVB jak tyczki, przy tym dokładnie dośrodkowując. Langerak wychodzi nie pewnie z bramki wybijając lekko piłkę, która spada pod nogi Jose Paolo Guerrero. Pusta bramka i oczywiście piłka w niej umieszczona przez Paragwajczyka.
Podsumowując. Langerak wykonał swoje zadanie, bardzo dobrze, a nasza trójka pokazała, że Polscy piłkarze umieją i potrafią grać w piłkę. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach HSV zagra lepiej, bo coś nam pachnie spadkiem.
Kuba Bednarczyk
http://artelis.pl/artykuly/43356/hamburger-usmazony-przez-borussen
http://artelis.pl/artykuly/43356/hamburger-usmazony-przez-borussen
Piłkarze ręczni i A. Radwańska na tarczy kończą swoje najważniejsze imprezy ostatnich dni, w styczniu 2012r. A to przecież początek roku olimpijskiego.
Na tarczy, to może zbyt mocno powiedziane, ale adekwatne do naszych oczekiwań. Myślę, że sami uczestnicy tych zmagań też liczyli na więcej. Wymęczona wygrana z Niemcami piłkarzy ręcznych, trochę na osłodę, nie satysfakcjonuje ani ich, ani tym bardziej nas. Cały turniej grali po prostu słabo. Źle i nierówno wyglądało zaangażowanie, nakreślona taktyka i co można było też niekiedy zauważyc, umiejętności /obrona, atak, celnośc podań i rzutów, a wiec skutecznośc/. Gonienie wyniku, przecież niezamierzone, w poprzednich meczach, momentami nawet udane, nie świadczy o dobrej, równej formie, właściwym przygotowaniu i nastawieniu do tego turnieju. Wyciśnięte, z dużą dozą nerwowości, potwornego wysiłku fizycznego, okupionego często kontuzjami, rezultaty spotkań, prowadzące w końcu do liczenia na wyniki meczów innych drużyn nie stanowi dobrze o naszym zespole, po którym spodziewaliśmy się dużo więcej. W zapowiedziach i rankingach stawiano reprezentację Polski znacznie wyżej, mając ku temu realne przesłanki. Występ Polaków na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie stoi pod wielkim znakiem zapytania i znowu zależy od końcowych rezultatów tych, obecnych Mistrzostw Europy, a nie od postawy na boisku naszej reprezentacji.
Sytuacja taka trochę wymusza pytanie, czy nasz sztab szkoleniowy, niekoniecznie z Wentą, wspaniałym kiedyś zawodnikiem i trenerem o niewątpliwych zasługach, nie powinien czegos zmienić? Systemu przygotowań i odmłodzic, póki czas, przynajmniej częściowo naszą reprezentację. Przecież właśnie młodzi, w tych mistrzostwach niejednokrotnie, wpisywali się bardzo dobrze i znacząco w przebieg niektórych meczów, doprowadzając do korzystnych rezultatów spotkania. Filary, rutyniarze, zawsze potrzebni, ale młodzi bardziej do przodu, do boju.
Natomiast Agnieszka Radwańska zawiodła nas swoim przygotowaniem do tego sezonu. Wygrane turnieje w Tokio i Pekinie oraz dobra postawa w ostatnim przed Australian Open turnieju w Sydney, pozwalały mieć nadzieję na lepszy wynik na kortach w Melbourne. Mimo pewnych symptomów wyraźnej poprawy, kulejących do tej pory, elementów gry naszej reprezentantki, okazało się to za mało. W dalszym ciągu, wymagane w obecnym tenisie przygotowanie siłowe i kondycyjne, pozostawia wiele do życzenia. Finezja, wyczucie, polot i widowiskowość nie wystarczają na czołowe rakiety świata. Szkoda, ale takie są realia współczesnego tenisa i trzeba je wziąć pod uwagę w swoich treningach. Inaczej wypada się z gry o najwyższe laury.
Dobrze Agnieszce zrobiło rozstanie z ojcem, jako trenerem, alfą i omega jej poczynań tenisowych. T. Wiktorowski wprowadził nieco spokoju i pewności, a może tylko jego obecnośc sprawiła poprawę postawy Radwańskiej. Temat do zastanowienia dla niej samej i PZT.
Paradoksalnie, Aga osiągnęła najwyższe w swojej karierze miejsce w rankingu WTA – 6 i jest jedyną tenisistką z czołówki światowej, z tak wysokim miejscem, która nigdy nie doszła do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Szacunek, jednak nie zmienia to naszego odczucia niedosytu i stanowiska, że spodziewamy się od Agnieszki lepszej i skuteczniejszej gry oraz osiągnięcia wyższego szczebla w światowym tenisie. Ma na to jeszcze trochę czasu, stać ją na to i tego jej życzymy, mając na uwadze tak jej aspiracje, jak i nasze oczekiwania olimpijskie.
Kabor
więcej na:
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43362/pilkarze-reczni-i-a-radwanska-na-tarczy-koncza-swoje-najwazniejsze-imprezy-ostatnich-dni-w-s
więcej na:
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43362/pilkarze-reczni-i-a-radwanska-na-tarczy-koncza-swoje-najwazniejsze-imprezy-ostatnich-dni-w-s
piątek, 27 stycznia 2012
Borussia przed rundą wiosenną.
Rundę jesienną zakończyli na drugim miejscu, tracąc tylko 3 punkty do lidera Bayernu Monachium. To stawia ich w gronie faworytów do tytułu mistrzowskiego. Duży udział w tym osiągnięciu miał polski napastnik Robert Lewandowski, który jesienią strzelił 12 bramek w lidze. Nasz super snajper poczynił duże postępy jeżeli chodzi o grę wnapadzie. Umiejętnie się zastawia i drybluje rywali. Generałem pomocy drużyny z Westfalii jest młody, dobrze zapowiadający się Mario Goetze. Prezesi BVB już szukają na jego miejsca zmiennika, bo wiedzą, że długo w Borussii już nie pogra. Najmocniejsze kluby z prawie wszystkich lig Europy pragną mieć w swoim składzie młodego Niemca.
Mocna obrona jest podstawą sukcesu, a Jurgen Klopp nie ma co narzekać. Hummels i Subotić tworzą idealną i dobrze uzupełniającą się parę stoperów. Na skrzydłach pomagają im Schmelzer i najlepszy polski obrońca Łukasz Piszczek. Zespoły przeciwne mają trudności z przedostaniem się pod bramkę BVB, dzięki czemu Roman Weidenfeller rzadko wyciągał piłkę z bramki (w rundzie jesiennej tylko 12 razy).
Dzięki świetnemu przesuwaniu się po boisku i dobrej organizacji defensywy ciężko jest drużynom przeciwnym przeprowadzić atak pozycyjny. Dlatego często wybierają grę długimi podaniami na swoich napastników, które kończą się nie powodzeniem. Do gry obronnej angażują się wszyscy zawodnicy. Piłkarze Borussii potrafią przejąć piłkę nawet pod bramką rywala i stworzyć dogodną sytuację bramkową.
Rundę wiosenną zaczęli najlepiej jak mogli. Na stadionie w Hamburgu pokonali miejscowy HSV, aż 5:1. Duży udział w zwycięstwie mieli Polacy. Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski strzelili pod dwie bramki i zaliczyli po jednej asyście. Jeżeli gra drużyny z Dortmundu będzie się układała tak jak w meczu z HSV to spokojnie mogą myśleć o tytule Majstra Niemiec.
Kuba Bednarczyk
http://artelis.pl/artykuly/43355/borussia-przed-runda-wiosenna
http://artelis.pl/artykuly/43355/borussia-przed-runda-wiosenna
czwartek, 26 stycznia 2012
Niemożność polskich sportowców
Załoga M. Kusznierewicza z D. Życkim nie staje na podium żeglarskich Mistrzostw Świata, R. Paszke „łapie” poważną awarię katamaranu w biciu rekordu szybkości opłynięcia globu. K. Stoch skacze bardzo nierówno, zaliczając znaczące wpadki, K. Hołowczyc będąc od podium Dakaru na wyciągnięcie ręki, grzebie swoja szansę przez awarię samochodu. Piłkarze ręczni pokonują „zakręty” prowadzące do finału Mistrzostw Europy w sposób co najmniej dziwny, nie bardzo zrozumiały nawet dla fachowców i nie wiadomo czy z niego wyjdą, pozwalając by zależało to od wyników spotkań innych drużyn, A. Radwańska kończy swój udział w Australian-Open na ćwierćfinale/w wielkich szlemach już po raz piąty/, co po ostatnich rokowaniach, na pewno nie jest sukcesem. To tylko niektóre, rzucające się w oczy, przykłady niemożności. Mogliśmy w nich, zupełnie realnie, spodziewać się i na takie liczyliśmy, znacznie wyższych osiągnięć, które można by wtedy nazwać autentycznymi sukcesami. Ktoś powie – „taki jest sport i to jest w nim piękne”. Zgoda, ale jest przecież cała, mniej lub bardziej kosztowna, czasochłonna, przeważnie wyczerpujaca, struktura przygotowania do sukcesu, spodziewanego sukcesu.
Trener H. Wagner jadąc z siatkarzami na olimpiadę do Montrealu powiedział /…kiedy to było?/, że interesuje go tylko złoto i osiągnął je. Nakłady na ten sukces – bo to był sukces – były nieporównywalnie mniejsze w stosunku do innych ekip, był to przecież okres PRLowski - ale można było. Myślę, że obecnie w naszym sporcie, proporcjonalnie, jest podobnie. Może w mniejszym stopniu. Ale nie można wszystkiego zwalać na kryzys, z którym, podobno radzimy sobie nie najgorzej.
Z tej niemożności wyłamuje się jedynie Justyna Kowalczyk, która, jako właściwie jedyna, przysparza nam wielkiej radości i napawa optymizmem swoją postawą i dużymi, często spektakularnymi sukcesami.
Teraz polski sport, jako całość. „Zakręt” jaki pokonuje Polska przygotowując się do bardzo ważnego i znaczącego, wręcz spektakularnego sukcesu, jakim ma być organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, z nieciekawym przecież, w obecnym okresie, parterem- Ukrainą, jest bardzo wyboisty i niebezpieczny. W obecnej chwili nie wiadomo właściwie, czy go w ogóle pokonamy. Wiele przesłanek temu przeczy. A jeżeli, czy pozwoli to na nazwanie tej imprezy wspaniałym sukcesem, czy też będzie to wydarzenie sportowe o wątpliwym znaczeniu.
Coś tu, w rozwiazywaniu tych zagadnień, nie gra. Ale co? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak czy tylko? Wiemy i mamy nadzieję, że są w Polsce ludzie, instytucje i organy najwyższego szczebla, które mogą sobie z tymi problemami poradzić, tak decyzyjnie jak i wykonawczo, i oby im się to udało, wierzymy w to.
Kabor
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow
Dream makers cz. 4 - KAROL DĄBSKI
Sztuki walki
Jaką sztukę walki wybrać? Sztukę czy może system? Wybór na dzień dzisiejszy jest ogromny. Sugerując się tym co dzisiaj najpopularniejsze należałoby wybierać między Krav Magą, MMA, Shootwrestlingiem, Vale Tudo, BJJ. Ale co zrobić jeśli nasza wiedza na ten temat pochodzi głównie z telewizji. Najepszym sposobem wydaje sie połączenie kilku styli. Jeśli jest na to czas i chęci proponuję zapisać się do kilku sekcji. Z biegiem czasu odkryjemy co tak naprawdę najbardziej nam pasuje. Czy typowa stójka, a może stójka + parter, a może sam parter. Wolimy uderzać, kopać ,a może preferujemy style chwytane lub połączenie obu wersji . Jeśli nie spróbujemy paru rzeczy to możemy się zniechęcić, patrząc jak wszyscy wokół robia postępy a my się męczymy. Jest jeszcze jedno dość istotne kryterium wyboru. Mianowicie jak szybko chcemy widzieć jakieś efekty i czy zależy nam na typowej samoobronie czy może ma to być, w pewnym sensie oczywiście , sposób na życie. Jeśli stawiamy na samoobronę to najlepiej wybrać kurs samoobrony, Krav Magę lub boks. Najszybciej nauczymy się tam podstaw i odpowiednich odruchów. Szukając sposobu na życie sugeruję wybór między tradycyjnymi sztukami walki karate, aikido, judo itp. Z biegiem czasu i one nauczą odpowiednich zachowań i pomogą w samoobronie. Stanowia one także bardzo dobre uzupełnienie dla MMA czy też Vale Tudo. Nie przez przypadek są to mieszane style walki. Dla mnie najważniejsze to znaleźć to w czym będziemy czuć się najlepiej. Osobiście próbowałem kilku rzeczy i na dzień dzisiejszy znalazłem właśnie to co najbardziej mi odpowiada. Gorąco namawiam wszystkich do ruszenia się z fotela.
autor : Kamil Józefiak - Jozi
Wszystkich chcących podzielić się swoimi przemyśleniami , pasjami zapraszam na moją nowo powstałą stronę www.manie.pl
http://artelis.pl/artykuly/43254/sztuki-walki
Wszystkich chcących podzielić się swoimi przemyśleniami , pasjami zapraszam na moją nowo powstałą stronę www.manie.pl
http://artelis.pl/artykuly/43254/sztuki-walki
środa, 25 stycznia 2012
Piłka nożna okiem kobiet
Piłka nożna to z całą pewnością najpopularniejszy sport na świecie i budzi zachwyt milionów ludzi, z czego większość to oczywiście mężczyźni. Prawie każdy z nich chociaż raz w życiu grał w piłkę, jeden lepiej drugi gorzej, jednakże w komentowaniu i ocenianiu meczów piłkarskich każdy z nich jest "mistrzem". Każdy facet bez chwili namysłu, czy to przed telewizorem, czy to na stadionie, potrafi skrytykować piłkarzy, nawet swojej ulubionej drużyny, za nieudane zagrania, chociaż sam miałby z pewnością niemałe problemy z przyjęciem piłki, a co dopiero z dokładnym jej odegraniem. Gdy jego ulubiona drużyna wygrywa to jest on w stanie cały dzień, albo i dłużej chwalić piłkarzy swojego klubu, ale gdy tylko mecz nie zakończy się satysfakcjonującym wynikiem to piłkarze są już dla nich, delikatnie mówiąc, nic nie warci.
Spora część mężczyzn to tzw. kibice sukcesu, którzy na daną chwilę kibicują drużynom, które są na topie, ale jak już sytuacja się odmieni, bo przecież nie można wciąż wygrywać, to drużyna która była przez nich uwielbiana idzie w odstawkę i znajdują sobie inną, najczęściej taką, która w ostatnim sezonie wygrała Ligę Mistrzów czy chociażby rozgrywki ligowe. Wtedy wśród znajomych uchodzą oni za znawców piłki nożnej, bo przecież jego drużyna jest najlepsza i to właśnie on wie najlepiej, która drużyna prezentuje najwyższy poziom i przecież dlatego jej kibicuje.
Z racji mojego zamiłowania do futbolu od najmłodszych lat często bywam na meczach piłki nożnej, ze względu na brak wystarczających środków, polskiej ekstraklasy i muszę przyznać, że nierzadko są to widowiska bez większych emocji, jednakże rekompensują mi to kibice zasiadający na trybunach, których poziom wiedzy jest wręcz porażający, ale to właśnie oni są na meczach najbardziej aktywni i bardzo głośno wyrażają swoje myśli. Wśród mężczyzn panuje przekonanie, że nie można kobiecie wytłumaczyć na czym polega spalony, ale uwierzcie mi, że to jest tylko stereotyp. Taki sam mogłybyśmy rozpowszechniać o mężczyznach. Siedząc ostatnio na trybunach pewien pan po wyrzucie piłki z autu krzyczał z całych sił "spalony, spalony ślepy....", a spora część fanów była z nim zgodna. Jeden z kibiców starał się kulturalnie wyjaśnić panu, że po wyrzucie piłki z autu nie ma spalonego, ale ten oczywiście był większym znawcą i nie przyjmował do wiadomości tego faktu. Takich i podobnych przykładów można by wymieniać bez liku począwszy od "łap,łap..." po podaniu do bramkarza od kolegi z zespołu, przez "spalony, spalony..." po wyjściu zawodnika z własnej połowy, kończąc na.... lepiej się powstrzymam.
Także panowie proszę w imieniu kobiet, abyście nie naśmiewali się z Naszej wiedzy na temat piłki nożnej i najpierw spojrzeli na siebie, bo jestem przekonana, że niejedna z Nas mogłaby wiedzą na temat futbolu zawstydzić niejednego Pana.
Anna
http://artelis.pl/artykuly/43128/pilka-nozna-okiem-kobiet
http://artelis.pl/artykuly/43128/pilka-nozna-okiem-kobiet
Dream makers cz. 3 - ANNA CICHOWSKA
Ania zaczęła trenować mając 39 lat. Od pierwszego treningu minęło zaledwie kilka miesięcy. Zaczęło się niewinnie. Zaczęło się od śląskiego magazynu, dla którego Ania pisze. Magazyn o ciekawych ludziach z pasją. Pisząc, Ania znalazła swoją. Judo. Z Anią spotkałam się w Bytomiu na początku stycznia 2012 r. i miałam okazję uczestniczyć jako widz w jednym z treningów w klubie, w którym Ania trenuje – GKS „Czarni” Bytom.
Od czego zaczęła się fascynacja judo i same treningi?Zaczęło się banalnie. Kilka miesięcy temu rzuciłam palenie, a w związku z tym zaczęłam też przybierać na wadze. Poszłam więc na siłownię… i zupełnie nie spodobało mi się to. W tym samym czasie pisałam o judo. Pojechałam do klubu GKS „Czarni” Bytom po zdjęcia do tekstu i doznałam olśnienia. Nagle sobie pomyślałam - Właściwie dlaczego nie spróbować? Mój tekst o judo jeszcze się nawet nie ukazał, kiedy ja już zdecydowałam się na judo. To była chyba moja czwarta wizyta w klubie. Później pojechałam po pendriva ze zdjęciami i od razu dostałam też judogę. Poza tym ja chciałam się ruszać. W klubie bardzo mi się podobało i zachciałam być częścią tamtej społeczności.
Klub, o którym pisałaś, to wyłącznie klub judo?
Tak. Klub gigant można powiedzieć. Liczy około 750 zawodników. Generalnie w marcu pisałam o MMA (dyscyplina sportowa, inaczej Mixed Martial Arts – przyp. autora), ale potrzebowałam opinii kogoś, kto uprawia sztukę walki, która jest dyscypliną olimpijską, bo MMA to zupełna jatka. Pomyślałam, że skoro w Bytomiu, pod nosem, mam najlepszy klub judo w Polsce, to jadę tam. Nie szukałam innego. Już wtedy bardzo spodobało mi się tam: dzieci z rodzicami, pełno ludzi non stop, super atmosfera. I już wtedy jeden z zawodników – Przemek Matyjaszek, powiedział, że mam zapisać się na judo, bo judo jest piękne.
Nie ukrywam, że mnie sporty walki zawsze fascynowały, ale nigdy na żaden się nie zdecydowałam. Próbowałam z siłownią zupełnie nie potrzebnie. Pomyślałam, że spróbuję swoich sił w judo i dostałam takiego pozytywnego kopa, że po wyjściu z klubu zadzwoniłam do znajomej i nie dopuściłam jej do słowa. Powiedziałam, że wpadłam na genialny pomysł - właśnie zapisałam się na judo, to jest najlepsza rzecz na świecie i że właśnie to chcę teraz robić.
Judo to dla ciebie styl życia? Bo w artykule, który napisałaś o judo, właśnie tak ten sport pokazałaś.
Tak, ale bardziej w kontekście judo, jako filozofii życia. To mają do siebie chyba wszystkie sztuki walki – to nie tylko sport i nie tylko same wyniki. Każda ze sztuk walki jest powiązana z jakimś określonym sposobem życia. Czy karate, czy taekwondo, wszystko wiąże się z jakąś filozofią życia. To jest właśnie ta diametralna różnica pomiędzy sztuką walki, a siłownią i dlatego judo mnie bardziej kręci niż siłownia, na którą po prostu się idzie i ćwiczy. Nic więcej. W judo natomiast jest chociażby szacunek do trenera. Na treningach judo np. nie wolno przeklinać. Jak ktoś z hukiem upadnie na matę to nie ma że boli. Nie ma przeklinania. Po prostu nie robi się tego.
Dlaczego?
Bo judo w Japonii to cały system wychowania dziecka. A wychowanie to też kultura osobista. Młodzież wychodzi z sali, popychają się, podkładają sobie nogi, ale przeklinania nie ma. Jak się komuś wyrwie – 50 pompek. Tam wszyscy są grzeczni, zawsze mówi się Dzień dobry…
I ukłon przed wejściem na maty…
Tak! Wydawało mi się to na początku zupełnie bez sensu, ale teraz wiem, że to szacunek do dojo – czyli miejsca ćwiczeń. Poza tym sama widziałaś na treningu, jak zaczynamy walkę. Kiedy ćwiczymy to po prostu podchodzimy do siebie i ćwiczymy, ale kiedy zaczynamy walkę, kłaniamy się sobie i na koniec walki również. To ma każda sztuka walki, ale właśnie to bardzo podoba mi się w judo – że to nie tylko sport, a cała filozofia. W ogóle jest coś takiego jak filozofia judo i paradoks Kano – twórcy judo. W judo wykorzystuje się to, co robi przeciwnik. Ustępujesz, aby zwyciężyć. W judo nie ma technik uderzeniowych. Paradoks Kano polega na tym, że techniki mniej niebezpieczne dla zdrowia są bardziej skuteczne niż te agresywne np. wbijanie palców w oczy itp. Chodzi o to, że jakiś konkretny chwyt w judo możesz przetrenować nawet sto razy i nie robisz nikomu krzywdy. Wbijania palców w oczy nie możesz przećwiczyć w ogóle. I to się sprawdza.
Poza salą wcielasz te zasady z judo w życie?
W moim przypadku trudno o tym mówić, bo mam 39 lat i ja już jestem wychowana. To pasuje do tego jak mnie wychowali moi rodzice, ale samego wychowania już nie zmienię. Wierzę natomiast, że w przypadku dzieciaków, które trenują, to procentuje. Uczą się szacunku do trenera, a to z kolei pozytywnie odbija się na ich sposobie funkcjonowania poza klubem. Idealnym przykładem tego szacunku do trenera jest chociażby to, że gdy pisałam artykuł o judo, to robiłam wywiad z małymi dzieciakami, 7-latkami. Mają swojego trenera. Nazywa się Piotr Wicher. Podczas rozmów, pytam się nastolatków, kto jest ich autorytetem. Każdy wymienia olimpijczyków: Waldemara Legienia, który zaczynał w „Czarnych”, Roberta Krawczyka – też z „Czarnych”. Później pytam się 7-latka, kto jego zdaniem jest najlepszy w tym klubie, a on mi mówi „Pan Wicher”. Pytam się 7-letniej dziewczynki, kto jest jej autorytetem, a ona „Pan Wicher”.
Później sam Piotr Wicher mi to powiedział, że przy pierwszym kontakcie z judo, najważniejsze jest żeby pokochać swojego trenera.
Jak nazywa się twój trener?
Radek Gajdamakin, z tym że on mi w ogóle na początku nie odpowiadał. Przed pierwszymi zajęciami uprzedzono mnie, że skoro jestem pierwszy raz na judo i nic nie umiem, to on się mną indywidualnie zajmie, bo tak pracuje. Poszłam na trening, a on mnie po prostu olał. Na pierwszym treningu musiałam robić to, co wszyscy, a nie potrafiłam nic. Rzucali mną po matach, a ja nie wiedziałam w ogóle, o co w judo chodzi. Pomyślałam sobie wtedy, że pewnie mu się po prostu nie chce. Teraz dopiero wiem, że to nie tak.
A jak?
Wydaje mi się, że Gajdamakin chciał mnie po prostu sprawdzić. Czy ja zostanę.
Zajął się tobą na drugich zajęciach?
Na drugich jeszcze nie. Naprawdę długo się zastanawiałam czy ja tego chcę, ale ja tak mam. Ambicja. Więc poszłam. Jedna jaskółka nie czyni wiosny. Fakt, Gajdamakin nie zajął się mną od razu, ale był taki moment, że kiedy on zobaczył, że ja się nie poddaję to zaczął do mnie sam podchodzić. Teraz uwielbiam go pasjami. Jest świetnym człowiekiem i trenerem przede wszystkim.
Od jakiego pasa zaczynacie naukę judo, bo jest ich kilka?Tak. Pierwszy pas jest biały. Później żółty, pomarańczowy, zielony, niebieski, brązowy i czarny, z tym że biały pas zdobywa się tak jak każdy inny. Nie dostaje się go na starcie. Na pewno trzeba znać już trochę judo. Trzeba umieć podstawowe pady, podstawowe komendy itd. Wtedy zdobywa się biały pas, natomiast zdobycie kolejnych to już kwestia umiejętności walki.
Trzeba przejść jakiś egzamin?
Tak. Mój trener – Radek Gajdamakin, robi egzamin w czerwcu, więc ja swój biały pas będę zdobywać w czerwcu, a dopiero za rok żółty. Trzeba jednak zaznaczyć, że ja trenuję judo amatorskie. Mając 39 lat, czy nawet dziewczyny ode mnie z grupy, które mają po 17 lat i dopiero zaczynają judo, my nigdy nie będziemy uprawiać tego sportu zawodowo. Natomiast w judo zawodowym jest tak, że o tych najwyższych stopniach decydować może już tylko Międzynarodowa Konfederacja Judo.
Będąc na waszym treningu widziałam, że np. ty bez żadnego pasa, trenujesz z ludźmi, którzy mają już zielony bądź niebieski pas. Dlaczego tak się dzieje? Nie jesteście dobierani na podstawie umiejętności?
Nie. To wynika ze sposobu prowadzenia tego klubu – słabsi mają widzieć pracę tych lepszych i to, jaki wysiłek muszą włożyć w trening, mimo że są mistrzami. To motywuje. Ja chciałam na początku trenować ćwicząc raz coś lżejszego i raz coś trudniejszego. Trener natomiast powiedział, żebym sobie odpuściła, żebym robiła te lżejsze ćwiczenia. Tak naprawdę trzeba dane ćwiczenie powtórzy mnóstwo razy, żeby wyłączyła się głowa. Dopiero wtedy ciało samo zareaguje i dopiero wtedy można przechodzić na kolejne etapy. Ja na razie ogarniam wszystko głową. Co do samych treningów to po każdym z nich, w szatni, dziewczyny krzyczą „Kocham judo!!!”. One mają po 17 lat. Żałują, że w tym wieku mogą trenować judo wyłącznie amatorsko. Im jest ciągle mało treningów.
I ja też tak mam. Coraz bardziej.

Agata Jeruszka
http://artelis.pl/artykuly/43147/dream-makers-cz-3-anna-cichowska
http://artelis.pl/artykuly/43147/dream-makers-cz-3-anna-cichowska
Niemożność polskich sportowców
Załoga M. Kusznierewicza z D. Życkim nie staje na podium żeglarskich Mistrzostw Świata, R. Paszke „łapie” poważną awarię katamaranu w biciu rekordu szybkości opłynięcia globu. K. Stoch skacze bardzo nierówno, zaliczając znaczące wpadki, K. Hołowczyc będąc od podium Dakaru na wyciągnięcie ręki, grzebie swoja szansę przez awarię samochodu. Piłkarze ręczni pokonują „zakręty” prowadzące do finału Mistrzostw Europy w sposób co najmniej dziwny, nie bardzo zrozumiały nawet dla fachowców i nie wiadomo czy z niego wyjdą, pozwalając by zależało to od wyników spotkań innych drużyn, A. Radwańska kończy swój udział w Australian-Open na ćwierćfinale/w wielkich szlemach już po raz piąty/, co po ostatnich rokowaniach, na pewno nie jest sukcesem. To tylko niektóre, rzucające się w oczy, przykłady niemożności. Mogliśmy w nich, zupełnie realnie, spodziewać się i na takie liczyliśmy, znacznie wyższych osiągnięć, które można by wtedy nazwać autentycznymi sukcesami. Ktoś powie – „taki jest sport i to jest w nim piękne”. Zgoda, ale jest przecież cała, mniej lub bardziej kosztowna, czasochłonna, przeważnie wyczerpujaca, struktura przygotowania do sukcesu, spodziewanego sukcesu.
Trener H. Wagner jadąc z siatkarzami na olimpiadę do Montrealu powiedział /…kiedy to było?/, że interesuje go tylko złoto i osiągnął je. Nakłady na ten sukces – bo to był sukces – były nieporównywalnie mniejsze w stosunku do innych ekip, był to przecież okres PRLowski - ale można było. Myślę, że obecnie w naszym sporcie, proporcjonalnie, jest podobnie. Może w mniejszym stopniu. Ale nie można wszystkiego zwalać na kryzys, z którym, podobno radzimy sobie nie najgorzej.
Z tej niemożności wyłamuje się jedynie Justyna Kowalczyk, która, jako właściwie jedyna, przysparza nam wielkiej radości i napawa optymizmem swoją postawą i dużymi, często spektakularnymi sukcesami.
Teraz polski sport, jako całość. „Zakręt” jaki pokonuje Polska przygotowując się do bardzo ważnego i znaczącego, wręcz spektakularnego sukcesu, jakim ma być organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, z nieciekawym przecież, w obecnym okresie, parterem- Ukrainą, jest bardzo wyboisty i niebezpieczny. W obecnej chwili nie wiadomo właściwie, czy go w ogóle pokonamy. Wiele przesłanek temu przeczy. A jeżeli, czy pozwoli to na nazwanie tej imprezy wspaniałym sukcesem, czy też będzie to wydarzenie sportowe o wątpliwym znaczeniu.
Coś tu, w rozwiazywaniu tych zagadnień, nie gra. Ale co? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak czy tylko? Wiemy i mamy nadzieję, że są w Polsce ludzie, instytucje i organy najwyższego szczebla, które mogą sobie z tymi problemami poradzić, tak decyzyjnie jak i wykonawczo, i oby im się to udało, wierzymy w to.
Kabor
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow
www.sport-championsport.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow
niedziela, 22 stycznia 2012
Barca po raz kolejny lepsza!
Real: Casillas – Altintop, Carvalho, Ramos, Coentrao – Lass Diarra (66. Oezil) Xabi Alonso, Pepe (79. Granero) – Higuain (66. Ca;lejon), Benzema, Ronaldo. Barcelona: Pinto – Dani Alves, Pique, Puyol, Abidal – Xavi, (87. Thiago), Busquets, Inesta – Alexis Sanchez (82. Adriano), Messi, Fabregas (88. Cuenca)
Kreatywni piłkarze tacy jak Mesut Oezil czy Kaka usiedli na ławce. W ich miejsce pojawili się Lass Diarra i Pepe – czyli piłkarze siłowi. Trener Realu Jose Mourniho postawił na siłę i moc. Dziwił też fakt, że w tak ważnym meczu w składzie Królewskich znalazł się rezerwowy Hamit Altintop. Cały czas nie mógł on złapać tępa Andresa Inesty. Jednak z minuty na minutę jego gra była coraz pewniejsza.
Gwiazdą pierwszych 45- minut był Cristiano Ronaldo. Biegał wszędzie. Na połowie przeciwnika i co dziwi na swojej również. Całkowicie przyćmił Daniego Alves. Obrońca Barcy próbował rajdować swoją prawą stroną, lecz zawsze czyhał na niego CR7. To właśnie on rozpoczął strzelenie na Santiago Bernabeu. Już w 10 minucie pokonał bramkarza Barcelony Jose Pinto. W tej sytuacji biernością wykazał się Pique.
Barcelona też miała swoje szanse. Najbliżej szczęścia był Alexis Sanchez. Po długim podaniu Cesa Fabregas uderzył głową i przelobował Casillasa, jednak piłka uderzyła w słupek. Przełamać nie mógł się również Andreas Insta, który w pierwszej próbie trafił w bramkarza, a w kolejnej słupek.
Rezerwowy bramkarz Barcy Pitno nie grał dość pewnie. Jednak mógł się uczyć spokoju u wyczucia od Casillasa, który w 33 minucie pofrunął w efektowny sposób wybijając głową piłkę na aut.
Dogodną sytuację zmarnował również Karim Benzema. Altintop w piękny sposób ograł jednego z obrońców Katalonii i dośrodkował wprostna głowę Francuza. Jednak on trafił w łupek bramki rywala.
Hiszpańskie gazety pisały: Kto jak nie Messi będzie strzelał bramki? Odpowiedź dali nam dwaj obrońcy Blaugany. I już na początku pierwszej połowy w 48 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Xaviego piłkę w bramce umieścił C. Puyol. Największy walczak- Pepe zawinił i nie upilnował kapitana Barcy. Wynik ustawił obrońca E. Abidal. Po cudownym podaniu Messiego wbiegł na czystą pozycję i z prostego podbicia pokonał Casillasa.
W czasie tego widowiska nie brakowało również aktorstwa i mściwości. Piłkarze jednej i drugiej ekipy przewracali się i turlali się po murawie „jakby i m nogi urywano”. Pepe pracował na czerwoną kartkę, ale jej nie dostał. Najwięcej kontrowersji wzbudziła sytuacji, gdy Portugalczyk nadepnął na rękę Messiego. Arbiter, który zajmował się rozmową z Callejonem zajścia nie zauważył.
Tak, więc kolejne Grand Derbi zakończyły się chwałą i zwycięstwem FC Barcelony. Real robił co mógł, ale Barca i tak grała swoje. Królewscy zostali zmiażdżeni posiadaniem piłki 73% do 23% na korzyść Dumy Katalonii. W środę 25 stycznia rewanż na Camp Nou.
Kuba Bednarczyk
http://artelis.pl/artykuly/43088/barca-po-raz-kolejny-lepsza
http://artelis.pl/artykuly/43088/barca-po-raz-kolejny-lepsza
Zwycięstwo Justyny Kowalczyk w Tour de Ski !
Za nami wyczerpujący cykl Tour de Ski w biegach narciarskich. Mamy powody do zadowolenia. W Niedzielę 8 stycznia nasza gwiazda – Justyna Kowalczyk zajęła w nim pierwsze miejsce. Zwycięstwo jest naprawdę okazałe, biorąc pod uwagę fakt pokonania odwiecznej rywalki, najlepszej zawodniczki ekipy norweskiej – Marit Bjoergen, która w ostatnich trzech edycjach turnieju nie startowała.
Nie da się ukryć, że Polka pomimo początkowo słabej formy, przyczyną której mogły być problemy z kolanem była najlepsza. Najwyraźniej widać to było podczas ostatniego etapu, podbiegu pod Alpe Cermis. Trasa ta jest wyzwaniem dla każdej zawodniczki. Dlaczego? Nie wszyscy wiedzą, ale jest to po prostu stok narciarski będący trasą zjazdową dla narciarzy alpejskich. Kąt nachylenia momentami wynosi, aż 28 %! Sama Justyna twierdzi, że nie powinno się tej trasy wybierać, myśląc o biegach narciarskich, gdyż nie ma z nimi nic wspólnego. Pod sam szczyt praktycznie wchodzi się na nartach.
Wracając do tegorocznego Tour de Ski, Marit dotarła na metę dopiero 28 sekund po Justynie, co jak na narciarstwo biegowe i tak wyrównaną rywalizację jest ogromną różnicą.
Dzięki zwycięstwu w Tour de Ski Justyna Kowalczyk oprócz punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobiła bagatela 150 tysięcy franków szwajcarskich. Przeliczając na naszą walutę daje to około 520 tysięcy złotych.
Niezła sumka, zwłaszcza na nasze warunki. Warto robić to co się kocha, ciężko trenować i strarać się być w tym najlepszym, prawda? Justyna Kowalczyk jest na to najlepszym dowodem.
Blog na każdy temat PIERNIKOWACHATKA
http://artelis.pl/artykuly/42682/zwyciestwo-justyny-kowalczyk-w-tour-de-ski
http://artelis.pl/artykuly/42682/zwyciestwo-justyny-kowalczyk-w-tour-de-ski
czwartek, 19 stycznia 2012
Co robić aby rosły mięśnie?
Szukając sposobu na idealny trening i idealną dietę napotykasz się na wiele podejrzanych i mało wartościowych stron. Większośc z nich podaje informacje mało wiarygodne a co za tym idzie niesprawdzone. Aby zbudować wymarzoną sylwetkę musisz poznać swój organizm od wewnątrz, gdyż nie tylko sposób trenowania, ale i dieta ma bardzo ogromne znaczenie podczas budowania tkanki mięśniowej. Twój sposób trenowania jest uzależniony od twojego celu. Jeżeli chcesz w jak najkrótszym czasie zbudować dużą masę mięśniową musisz zastosować trening, który skłoni twój organizm do wytwarzanie większej ilości testosteronu. Taki sposób ćwiczenia charakteryzuje się podnoszeniem dużych obciążeń przy stosowaniu niewielkich ilości powtórzeń. Idealny trening na masę charakteryzuje się zakresem powtórzeń od 6 do 8. Przy tej ilości powtórzeń skłaniasz organizm do większego wysiłku. Przerwy natomiast powinieneś stosować od 2 do 2,5 minuty.
Stosując same ćwiczenia na siłowni nie zbudujesz mięśni. Odpowiednia dieta na masę zapewni ci duży przyrost tkanki mięśniowej, ale także i tkanki tłuszczowej. Spowodowane to jest spożywaniem ogromnych ilości białka, a przede wszystkim węglowodanów. Twoja masa ciała jest w stanie wzrosnąć nawet do 3,5 kilogramów na miesiąc pod warunkiem stosowania zasad tejże diety. Dziennie spożywa się minimum 5 dań, najlepszą ilością jest 6 bądź 7 posiłków. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, jedząc częściej nie opychasz żołądka, a ilość spożytego białka w jednym posiłku jest na tyle dopasowana, że twój organizm przyswaja je w całości.
http://artelis.pl/artykuly/42977/co-robic-aby-rosly-miesnie
Cristiano Ronaldo: Nie czuję presji
Cristiano nie boi się Barcy
http://artelis.pl/artykuly/43031/cristiano-ronaldo-nie-czuje-presji
środa, 18 stycznia 2012
Po co ćwiczyć brzuch?
Szukając sposobu na idealny brzuch zapewne spotkałeś się ze zdaniem, że to jeden z najbardziej wymagających mięsni u człowieka. Co to znaczy ? Jeżeli chcesz być posiadaczem idealnej sylwetki musisz zdecydować się na dietę, a także odpowiednie ćiczenia. 6 weidera to trening zapewniający odpowiednią rzeźbę brzucha, ale nei tylko. Szóstka weidera buduje również kondycję mięśni brzusznych co przydaje się podczas biegania, marszów, a także podczas innych sportów. Po jakim czasie możesz spodziewać się efektów?
Szóstka weidera efekty powinny wystąpić po całym cyklu trenowania. A co za tym idzie po 42 lub 45 dniach w zależności od rodzaju treningu. Jeżeli masz nie wielką ilość tkanki tłuszczowej na brzuchu efekty będą bardzo widoczne. Natomiast, jeśli na twoim brzuchu znajduje się pokaźna ilość tej niechcianej tkanki nie licz na cud. Mieśnie będą schowane i mało widoczne.
Jaki sposób na spalenie tkanki tłuszczowej?
Musisz liczyć się, że aerobiczna 6 weidera nie wystarczy jeżeli masz dużo tłuszczu na brzuchu. Zacznij stosować podstawowe zasady odżywiania w swojej diecie. Dołącz aeroby do 6 weidera czyli : rower, biegi, pływanie. To między innymi dzięki nim spalisz największą ilość tłuszczu.
Motywacja:
Szótka weidera jest bardzo wymagającym ćwiczeniem, które wymaga nie tylko dużo wolnego czasu, wytrwałości, silnej woli a także wytrzymałości na ból mięśni. Jeżeli masz problemy z motywacją znajdź sobię partnera do a6w. Dodatkową motywacją jest słichanie muzyki podczas ćwiczeń. Włącz ulubioną stację radiową, albo zespół. Najlepiej gdy muzyka jest rytmiczna.
http://artelis.pl/artykuly/42970/po-co-cwiczyc-brzuch
Powrót do Arsenalu!
Trener Arsenalu musiał jakoś załatać dziury w kadrze. Gervinho i Maroune Chamakh jadą na Puchar Narodów Afryki i napad będzie trochę okrojony, a przed Kanonierami ważne mecze. Najważniejszy sprawdzian przed nimi już 22 stycznia u siebie z Manchesterem United. Henry zdążył już zagrać w meczu z Leeds United w Pucharze Anglii. Na boisku zameldował się w 68 minucie, zmieniając Maroune Chamakh’a, by 10 minut później cieszyć się z gola na 1:0. Ta bramka dała zwycięstwo i awans do następnej rundy. Na przestrzeniu ośmiu lat, Henry stał się najlepszym strzelcem w całej historii, a także jednym z najlepszych piłkarzy „Kanonierów”. W 370 spotkaniach strzelił, aż 226 goli. Za swoją wybitną grę został dwa razy nominowany do nagrody Piłkarz roku według FIFA. Był wybierany aż trzytonie najlepszym piłkarzem ligi angielskiej i dwa razy zdobył nagrodę Złotego buta – dla najlepszego strzelca Europy. Ze swym klubem dwa razy wygrał Premier League i trzykrotnie FA Cups. W Europie dużo z Arsenalem nie ugrał. Najbliżej było w 2006 roku w finale na Stade de France z FC Barceloną. PO dramatycznym meczu Barca wygrała 2:1. W drodze do finału „Kanonierzy” pokonali takich rywali jak Juventus, Villareal czy Królewski Real Madryt. Duży udział w tym sukcesie miał właśnie Henry. Świetna gra i umiejętność strzelania pięknych bramek zaowocowała transferem do stolicy Katalonii FC Barcelony. Cena transferu wyniosła 24 mln euro.
Zaliczył jeszcze dwa sezony w Major League Soccer w drużynie New York Red Bulls. W 2010 zakończył oficjalnie karierę w reprezentacji Francji. W 123 meczach strzelił 51 bramek, co czyni go najlepszym strzelcem w historii tej reprezentacji. Mistrz Świta z 1998 i Mistrz Europy z 2000.
Po pięciu latach przerwy od angielskiej gry Thierry Henry powrócił na Fly Emirates Stadium i to w królewskim stylu. A kibice przygotowali mu ciepłe powitanie. Wystarczy życzyć mu sukcesów w dalszej grze w piłkę nożną.
Kuba Bednarczyk.
http://artelis.pl/artykuly/42948/powrot-do-arsenalu
http://artelis.pl/artykuly/42948/powrot-do-arsenalu
piątek, 13 stycznia 2012
Program treningowy dla zapracowanych
Każdy z uprawiających kolarstwo górskie doskonale wie ile czasu trzeba włożyć żeby mieć formę na rowerze, o włożonym wysiłku nie wspominając. Jeśli ktoś myśli poważnie o tym sporcie, myśli też poważnie o treningach. Jednak jak znaleźć na nie czas nie tracąć go jednocześnie dla rodziny i co równie ważne dla pracy, gdzie często spędzamy większą część dnia. Przez kilka lat zmagania się z tym problemem opracowałem optymalny program treningowy, który co prawda daleki jest od tego,, który stosują profesjonaliści jednak pozwala mi zachować równą formę przez okrągły rok nie narażając zbytnio mojego wolnego czasu. Do momentu wprowadzenia programu mój tydzień wyglądał następująco: wstawanie o 5:30, śniadanie lub nie bo przecież pośpiech, następnie praca za kierownicą przez okrągłe 10 godzin (obecnie praca za biurkiem ale w podobnych godzinach), powrót do domu około 19, kolacja, zakupy i ewentualnie obowiązki związane z uczelnią( wtedy jeszcze studiowałem). I tak przez 5 dni w tygodniu. Nie ma czego zazdrościć…. Czas na rower miałem tylko w weekendy i to jak nie było uczelni. Po przemyśleniach doszedłem do wniosku że muszę być bardziej konsekwentny w dążeniu do formy więc zacząłem się zastanawiać co zmienić żeby taką osiągnąć. Zacząłem więc od różnych możliwośc,i w które nie będę teraz Was czytelników wtajemniczał. Liczy się przecież wynik końcowy. Plan stosuje około 8 miesięcy i przynosi niesamowite rezultaty. Jestem teraz zdyscyplinowany jeśli chodzi o treningi i okazało się, że mam jeszcze więcej wolnego czasu niż mogło mi się wydawać. Wielu ludzi traci go bez sensu nie wiedząc gdzie on ucieka a wystarczy się tylko poważnie nad sobą zastanowić… Mi zajęło to około trzech lat, ale warto było. Teraz przyszła pora, żeby podzielić się swoją myślą z innymi. Zaczynając najprościej: w grę wchodzi kilka elementów. Po pierwsze: upór i konsekwencja, po drugie: odpowiednie odżywianie(ale bez przesady z dietami bardziej chodzi tutaj o regularność, po trzecie: siłownia, po czwarte: rower. Po tych trzech latach mój tydzień jeśli chodzi o czas spędzony na trening kolarstwa wygląda następująco:
PONIEDZIAŁEK – godzina intensywnego biegania włączając w to ćwiczenia rozciągające ze wskazaniem na nogi, kręgosłup i ręce, ja przeważnie robię to w godzinach wieczornych po obowiązkach całego dnia
WTOREK – bez względu na porę roku 30 minut intensywnej jazdy rowerem
ŚRODA – dzień wolny od ćwiczeń
CZWARTEK – 2 godziny siłowni z naciskiem na ćwiczenia ogólnorozwojowe na całe ciało ale bez ćwiczeń kondycyjnych typu bieganie na bieżni czy na orbitreku( wielu ludzi tylko po to chodzi do siłowni), godziny ranne w moim przypadku były najlepsze ponieważ ten jeden dzień wcześnie wstawałem bo o 4:00 żeby jeszcze zdążyć do pracy, nagrodą był wolny wieczór który mogłem przeznaczyć dla rodziny
PIĄTEK – 30 minut intensywnej jazdy rowerem włączając w to ćwiczenia rozciągające na całe ciało, jeśli miałem ochotę zamieniałem to na godzinę lub dwie basenu
SOBOTA – ten dzień przeznaczyłem na tzw. odrabianie zaległości
NIEDZIELA – niedziela to dzień największego wysiłku jeśli chodzi o rower, w miesiącach wiosenno – letnio – jesiennych intensywne trasy rowerowe które sam układałem tak żeby mieć zarówno podjazdy, zjazdy i prosty teren a że mieszkam w dużym mieście nie było to łatwe ale proszę mi wierzyć że do zrobienia. Czasem udawało się gdzieś pojechać za miasto. Na takiej trasie spędzałem około 4 godzin w zależności od pory dnia
Jak widać program treningowy nie jest porywający jeśli chodzi o sam rozkład ćwiczeń jednak dla kolaży amatorów, którzy jeżdżą wyłącznie dla siebie, zaliczając od czasu do czasu jakiś maraton w zupełności wystarczy. Jeśli chodzi o odżywianie to nie stosowałem żadnej diety, chodzi tylko o to żeby jeść regularne posiłki w normalnych ilościach (jak kto lubi). Potrzeba tylko odrobinę chęci i czas który spędzamy na zanudzaniu a sami wszyscy wiemy że często tak bywa, możemy przeznaczyć na coś pożytecznego dla zdrowia(proszę mi wierzyć że poziom stresu bardzo spada). Czy ten program zastosujecie zależy od Was, mi on pomaga i wypowiadam się obiektywnie bo sam wiem jak wygląda zapracowana codzienność. Trzeba myśleć o sobie i o tym, co nam sprawia przyjemność i trzeba konsekwentnie do tego dążyć. Pozdrawiam wszystkich jeżdżących na rowerach i wszystkich co choć odrobinę poważnie myślą o startowaniu w maratonach. . .
Marek - nigdy nie trać celu z oczu...
kolarstwomtb.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/41098/program-treningowy-dla-zapracowanych
kolarstwomtb.blogspot.com
http://artelis.pl/artykuly/41098/program-treningowy-dla-zapracowanych
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Sidemount - nowy trend w nurkowaniu rekreacyjnym
Wydawałoby się, że sporcie tak bardzo konserwatywnym i przywiązanym do ściśle określonych procedur i konfiguracji jak nurkowanie, nie pojawią się już żadne nowe trendy. Od kilkunastu miesięcy wzrasta zainteresowanie konfiguracją stosunkowo nową w nurkowaniach rekreacyjnych, czyli sidemount'em. Po czym można to wywnioskować? To proste! Na forach internetowych związanych z nurkowaniem coraz częściej dyskutuje się o wadach i zaletach tej konfiguracji. A dyskutować jest o czym, gdyż sprzęt nurkowy używany w tej konfiguracji zdecydowanie różni się od konfiguracji backmount. Ktoś może powiedzieć, że konfiguracja boczna znana jest i użytkowana od dawna. Będzie miał przy tym całkowitą rację! Dotychczas jednak sidemount używany był niemal wyłącznie w nurkowaniach jaskiniowych, jako znakomite narzędzie do penetracji ciasnych przestrzeni. „Inność” konfiguracji bocznej a także brak instruktorów i szkoleń rekreacyjnych przeznaczonych dla tej konfiguracji spowodowały, iż na nurkowiskach w wodach otwartych była ona dotychczas bardzo rzadko spotykana, a płetwonurkowie jej używający od razu stawali się atrakcją dnia, budząc zainteresowanie porównywalne z płetwonurkami używającymi obiegów zamkniętych.
W ostatnich latach zmieniło się jednak postrzeganie konfiguracji bocznej, która obecnie traktowana jest jako doskonała konfiguracja do nurkowań rekreacyjnych. I nic dziwnego, gdyż oferuje on użytkownikom niezrównane poczucie wolności podczas nurkowania i sporo innych zalet, jak zdublowanie źródła gazu czy możliwość bezpieczniejszej penetracji wraków. Istnieje jeszcze jedna zaleta, którą ciężko przecenić gdy nurkuje się sporo. Uprząż sidemount jest bezkonkurencyjna w kategorii "obciążenie kręgosłupa". Wielu płetwonurków uskarża się na problemy z kręgosłupem, co często jest efektem dużej liczby nurkowań z twinsetem. Sidemount jest w tym przypadku idealnym rozwiązaniem, gdyż nie trzeba dźwigać całości sprzętu w drodze do wody - po prostu butle można zanieść wcześniej.
Obecnie problemem jest jeszcze dostępność kursów, ale i to zmieni się niebawem, gdyż praktycznie wszystkie uznane organizacje nurkowe wprowadzają obecnie kursy sidemount przeznaczone dla płetwonurków rekreacyjnych. Nawet, jeśli na chwilę obecną nie ciągnie na w kierunku konfiguracji bocznej, warto spróbować takiego nurkowania, by poznać co tracimy nurkując w tradycyjnych konfiguracjach.
http://artelis.pl/artykuly/42675/sidemount-nowy-trend-w-nurkowaniu-rekreacyjnym
Niemiecka Jesień
Drużyna z Bawarii zakończyła rozgrywki na pierwszym miejscu, ale mając tylko 3 punkty przewagi nad BVB. Niesamowity Mario Gomez strzelił 15 bramek i na razie jest na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców. Tyle samo punktów co Borussia zdobyło Schalke 04, które na koniec sezonu rozgromiło Werder aż 5:0. Najwięcej bramek w tej drużynie strzelił Holender Klass- Huntelaar. Stawkę czterech najlepszych drużyn zamyka klub z M’Gladbach co bardzo dziwi. W zeszłym sezonie drużyna walczyła o utrzymanie, a teraz walczy o mistrzostwo i europejskie puchary. W dużym stopniu dotakiego wyniku przyczynił się młody Marco Reus. Zdobył aż 10bramek w 15 występach. Zrobił furorę i już stał się nowym nabytkiem BVB. Wicemistrz, Bayer dopiero na 6 miejscu w tabeli. O wiele lepiej poszło im w zmaganiach Ligi Mistrzów. Wyszli z grupy i w 1/8 zagrają z fenomenalną FC Barceloną. Bayern wygrał swoją grupę, zostawiając z tyłu takie zespoły jak Napoli, Villareal czy Man City. W dalszej fazie zmierzy się z FC Basel, pogromcą Man United. Natomiast Borussia odpadła z wielkim hukiem. Nie awansowała nawet do Ligi Europy. Takie zachowanie nie przystoi Mistrzowi Niemiec. Całą stawkę zamykają zespoły Freiburga, Augsburga i K’lautern. Bardzo rozczarowała drużyna z Hamburga, która zdobyła tylko 19 punktów.
Polakom szło różnie. Najlepiej prezetnował się nasz super strzelec Robert Lewadnowski, który strzelił 12 bramek w lidze. Łukasz Piszczek poczynił znaczne postępy w grze. Został wybrany najlepszym prawym obrońcą Bundesligi. Nasz Kapitan Kuba Błaszczywoski dużo nie grał i miał trudne relacje z Jurgenem Kloppem. Reszta miała swoje okazje, ale za bardzo nie była ich w stanie wykorzystać.
Tak, więc miejmy nadzieję, że druga część rozgrywek będzie równie emocjonująca.
Kuba.Bednarczyk
http://artelis.pl/artykuly/42663/niemiecka-jesien
http://artelis.pl/artykuly/42663/niemiecka-jesien
sobota, 7 stycznia 2012
Węglowodany i tłuszcze - paliwo najwyższej jakości
WĘGLOWODANY
Spożyte węglowodany są w organizmie trawione i rozkładane do cukru prostego – czyli glukozy, która trafia do krwi. Materiał energetyczny zostaje rozdysponowany zgodnie z zapotrzebowaniem:
-w zasobach glikogenu wątrobowego – magazyn energii zużywany tylko na potrzeby utrzymania odpowiedniego poziomu cukru - glikemii
-glikogenie mięśniowym - zbiornik energii zużywany w czasie wysiłku; po treningu mięśnie wykazują wzmożoną wrażliwość na węglowodany, stąd są w stanie przyswoić ich dużą ilość
-wykorzystany na bieżące potrzeby energetyczne
-w sytuacji gdy dostarczony materiał energetyczny przekracza bieżące zapotrzebowanie lokowany jest w tkance tłuszczowej.
Węglowodany stanowią bazę energetyczną w czasie następujących wysiłków:
-beztlenowych trwających powyżej 5 - 10 s - po wyczerpaniu zasobów ATP i fosfokreatyny wykorzystywany jest glikogen mięśniowy w przemianach beztlenowych; np. sprint, trening w siłowni, walka na ringu, wysiłki interwałowe (m.in. gry zespołowe)
-tlenowych o intensywności wyższej niż umiarkowana - intensywność nie jest maksymalna, kiedy to zachodziły by przemiany beztlenowe, ale też nie jest umiarkowana, kiedy to wykorzystywany byłby tłuszcz np. trucht, spokojny bieg
-tlenowych o intensywności umiarkowanej – zanim organizm zacznie czerpać energię z tłuszczu musi upłynąć trochę czasu (pierwsze minuty wysiłku), który jest mu potrzebny na wyprodukowanie niezbędnych enzymów, wytworzenie właściwego środowiska hormonalnego; każdy rodzaj treningu aerobowego ukierunkowanego na spalanie tkanki tłuszczowej
Węglowodany poranne
Przez długi czas panowało przekonanie, że rano możemy wręcz bezkarnie spożyć dużą porcję łatwoprzyswajalnych węglowodanów (mogą mieć wysoki GI). Uważano, że spożycie nadprogramowych kalorii będzie niegroźne o tej porze dnia, gdyż będą one przeznaczone na uzupełnienie okołonocnych start. Od tego czasu jednak dietetyka posunęła się znacznie do przodu i pogląd na poranne „węgle” nieco zmienił się. Dziś na równych prawach egzystują ze sobą dwie opcje żywieniowe. Pierwsza, dużo starsza, zakłada spożywanie białka w ostatnim posiłku i zbilansowanego posiłku porannego z przewagą węglowodanów. Druga, nieco młodsza, propagowana gorąco przeze mnie, zyskująca coraz więcej zwolenników, ma wręcz odwrotną ideologię: wieczorem spożywamy niemal same węglowodany o nikim GI a rano posiłek w przewadze białkowy. Każda z nich ma swoich zwolenników i nie jest celem tego artykułu wykazywanie, która z nich jest lepsza, a która gorsza. Na tej i na tej metodzie nasi zawodnicy robią dokonała formę, a każda metoda wiodąca do celu jest dobra.
Węglowodany spożywane w ciągu dnia, przed treningiem
Spożywaj urozmaicone węglowodany z powyższej listy. Jeżeli stosujesz dietę redukcyjną wybieraj te o wysokiej zawartości błonnika. Wyjątkiem jest pora przed treningiem, wówczas unikaj pokarmów wysokobłonnikowych gdyż mogą powodować dyskomfort pokarmowy (uczucie wzdęcia, gazy, ciężkość na żołądku). Wówczas zjedz najlepiej dowolny biały ryż długoziarnisty, basmati, makaron durum, lub zwykły makaron gotowany na półtwardo (aldente). Jeżeli nie masz czasu na przygotowania kulinarne, nigdy nie wybieraj się na trening na przysłowiowego „głodnego” bo grozi to „odcięciem zasilana” w jego trakcie. Na około 40 minut przed treningiem wypij odżywkę białkowo – węglowodanową.
Węglowodany treningowe
Są niezbędne w czasie długotrwałych wysiłków. W okresie przygotowawczym zasoby glikogenu mięśniowego są zwiększane poprzez wykorzystywanie potreningowej nadkompensacji. Dzięki temu organizm dysponuje dużym zbiornikiem energetycznym i zdolny jest sprostać wielogodzinnemu wysiłkowi. Oczywiście nie trwa to wiecznie i niezbędne jest uzupełnienie glikogenu w czasie wysiłku. Węglowodany wówczas muszą być dostarczone w postaci napoju izotonicznego ( 6-10% węglowodanów). Zachowanie takiego stężenia umożliwia szybkie uzupełnienie zasobów mięśniowych bez wywoływania żołądkowych rewolucji, negatywnego wpływu na zdolności wysiłkowe.
TŁUSZCZE
Najpierw nie zwracano na niego uwagi, spożywano duże ilości tłuszczów nasyconych, co niestety po latach okazało się zgubne w skutkach (cholesterol, problemy sercowe). Potem obarczano go winą za problem tyjącego społeczeństwa. Następnie przez wiele lat tłuszcz był eliminowany z diety i wypierany przez produkty light czyli 0% tłuszczu. Potem dopiero poszliśmy po rozum do głowy i zauważyliśmy, że tłuszcz jest nam niezbędny do życia, prawidłowego funkcjonowania ustroju i stanowi doskonałe źródło energii, konkurencyjne pod wieloma względami dla węglowodanów.Tłuszcze stanowią źródło energii głównie w czasie wysiłków długotrwałych o umiarkowanej intensywności. W pewnych jednak warunkach (deficyt lub znaczne ograniczenie węglowodanów, ketoza, cykliczna dieta ketogeniczna) mogą one stać się naczelnym zbiornikiem energetycznym. W celu zaangażowania większości rodzajów tłuszczowców organizm potrzebuje karnityny. Aminokwas ten jest produkowany naturalnie w organizmie, ale w sytuacji gdy dużo tłuszczu zużywanego jest w celach energetycznych może potrzebować większej ilości tego nośnika. Wówczas warto wesprzeć swoją dietę karnityną. Wyjątkowe pod tym względem są tłuszcze z rodziny MCT (czytaj dalej), do transformacji których nie jest niezbędna karnityna.
Obecnie konstruowanych jest coraz więcej planów żywieniowych, w których bardzo duży udział mają tłuszcze – głownie te nienasycone. Zalew rynku spożywczego cukrami o wysokim GI spowodował, że coraz więcej ludzi źle toleruje węglowodany (wysoka wrażliwość na węglowodany), wykazując tendencje do „obrastania w tłuszcz”. Dla tej grupy osób doskonałym rozwiązaniem będą opcje żywieniowe, w których ogranicza się węglowodany na rzecz udziału tłuszczów. Najprostszym zabiegiem jest zamiana części puli kalorycznej pokrywanej przez węglowodany na tłuszcze. Nawet jeżeli ktoś stosuje dietę o dużym udziale tłuszczu to po treningu zawsze przyjmuje porcję węglowodanów, które są w każdej opcji żywieniowej stałym elementem postępowania treningowego.Oczywiście tłuszcz tłuszczowi nierówny. Tak jak są dobre i złe węglowodany, tak samo istnieją lepsze i gorsze tłuszcze.
http://samson-silownia.blogspot.com/
http://artelis.pl/artykuly/41144/weglowodany-i-tluszcze-paliwo-najwyzszej-jakosci
http://artelis.pl/artykuly/41144/weglowodany-i-tluszcze-paliwo-najwyzszej-jakosci
Subskrybuj:
Posty (Atom)



