wtorek, 31 stycznia 2012

Polscy szczypiorniści zagrają w kwalifikacjach olimpijskich


Krzysztof Borne 
Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej mamy za sobą. Niechlubne- 9 miejsce naszej reprezentacji, jeszcze niedawno srebrnych i brązowych medalistów Mistrzostw Świata, powinno wstrząsnać  polskim szczypiorniakiem.
I to solidnie, bowiem zarysowała się szansa występu na olimpijskich arenach w Londynie. Dzięki Duńczykom, których najpierw pokonaliśmy w Serbskich mistrzostwach, i którzy potem zdobyli tytuł Mistrzów Europy, dający automatycznie udział w turnieju olimpijskim, zwalniając dla nas miejsce w turnieju kwalifikacyjnym, ponieważ polska w ostatnich Mistrzostwach Świata zajęła miejsce 8, pierwsze,  nie dające szansy gry o paszporty do Londynu. Trener duńczyków  mówił przed meczem, że grają też dla nas, że wygrywając z Niemcami otworzyliśmy im drogę do walki o złoto; łatwo to mówić, walcząc o zwycięstwo w turnieju, przecież dla siebie. Potwornie zróżnicowany poziomem gry naszej, i nie tylko /Francuzi poza podium/ reprezentacji turniej Mistrzostw Europy, w nieszczęściu zajęcia dalekiego miejsca, przyniósł nam jednak nadzieję na powrót do grona najlepszych drużyn Świata.  Czy musimy jednak wchodzić do walki tylnymi drzwiami, licząc na  przedziwny zbieg sprzyjających okoliczności ? Stać nas, na pewno, na więcej. Polskie władze sportowe i sztab szkoleniowy szczypiornistów muszą coś zmienić, naprawić, by polska piłka ręczna wróciła na należne jej miejsce w światowej elicie. Na taki sygnał liczymy już 6-8 kwietnia br, w turnieju kwalifikacyjnym  do Olimpiady, który odbędzie się w Hiszpanii.  
                                                                    images?q=tbn:ANd9GcTm0mrXygD2RmTvm-sDjR2LPiV8W4AXTqlgRJGdpcTZmrzqaVt2
Kabor
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43459/polscy-szczypiornisci-zagraja-w-kwalifikacjach-olimpijskich

Zadyszka Barcelony


Piotr Markowski 
Leo Messi zdaje sobie sprawę, że przewaga Realu staje się niemożliwa do odrobienia. Już siedem punktów dzieli Real Madryt od Barcelony. Katalończycy nie sprostali w sobotnim spotkaniu i tylko zremisowali z Villarreal 0:0. Królewscy pokonali 3:1 Saragossę.
Mistrzostwo Hiszpanii coraz bliżej powrotu na Santiago Bernabeu. Już tylko prawdziwy kataklizm mógłby spowodować pod koniec sezonu mistrzostwa Raelowi. Drużyna Jose Mourinho nawet jeśli pierwsza traci gola tak jak w sobote to nie poddaje się i w końcu wygrywa inkasując trzy punkty. Raczej ciężko sobie wyobrazić przy obecnej formie Realu popełnili taki błąd jaki popełnili Katalończycy w sezonie 2006/2007, którzy mając 10 punktową przewagę zbyt wcześnie zaczęli świętowanie i w ostateczności tytuł trafił  na Santiago  Bernabeu. FC Barcelona

Wszystko wskazuje na to, że po rządach Barcelony tytuł mistrzowski po trzech latach trafi do Madrytu. Real nie bardzo żałuje rozstanie się z pucharem króla, ponieważ to trofeum podopieczni Mourinho zdobyli w poprzednim roku. Razem zgodnie twierdzą, że najważniejsza jest liga. Barca nadal będzie grać swoje mecze co trzy dni, a widać było podczas meczu z Villarreal, że podopieczni Guardioli grali bez pomysłu na powodzenie i że są bardzo zmęczeni. Włożyli mnóstwo sił w to aby wyeliminować Real z pucharu. Na boisku było widać brak Andreasa Iniesty, który nie zagra przez ponad dwa tygodnie, a Xavi zupełnie był niewidoczny. Do tego fantastyczny mecz rozegrał Diego Lopez skutkując dobrymi interwencjami.
Leo Messi
Mimo remisu niech nikt nie pomyśli, że wielka Barcelona się podda. Pep Guardiola nie miał nic do zarzucenia swoim piłkarzom grali dobrze tylko zabrakło trochę szczęścia pod bramką. Zostało jeszcze 18 spotkań do końca to sporo i wiele się może jeszcze wydarzyć. Piłkarze też zgodnie twierdzą, że bedą walczyć o każdy punkt i do końca. Kilka tygodni temu Guardiola powiedział, że nie zdobywają mistrzostwa na wyjazdach i w 45 zgromadzonych punktów Katalończycy zdobyli zaledwie 17 punktów. Nawet jeśli wygrają wszystko co jest możliwe w przypadku Barcelony to trudno się jednak spodziewać tyle potknięć Realu, który co prawda nie najlepiej zaczął mecz z Saragossą ale mecz zakończył się zwycięstwem Królewskich.
napisał: Piotr Markowski
www.aktualnoscisportowe.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43457/zadyszka-barcelony

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Marit Bjoergen zdeklasowana w Mistrzostwach Norwegii

 


Krzysztof Borne 30.01.2012Liderka Pucharu Świata w narciarstwie biegowym, wielka rywalka naszej Justyny Kowalczyk, 26. 01. br., na mistrzostwach swojego kraju zajmuje 6 miejsce w biegu na 10 km techniką dowolną i wycofuje się z następnych konkurencji. Szok dla niej samej, dla rzeszy norweskich fanów, dla całego środowiska narciarskiego. 
Sprzeczne wypowiedzi Marit na temat przyczyn tak dotkliwej porażki są, co najmniej, dziwne. W jednych przewija się zdumienie i niewiedza, w innych zmęczenie sezonem /a do jego końca przecież daleko/ i Tour de Ski, w jeszcze innych narzekania na wiatr i przygotowanie sprzętu, co jest chyba najmniej istotną wymówką; mówi też o chorobie i nienajlepszym stanie zdrowia, zauważając wcześniej, że jest w dobrej formie. Spekulacjom wiec nie ma końca.                                                             images?q=tbn:ANd9GcSZjZi1DO5tdUFy5w10hATH2ayV28jxJeFURFy9wjb1z4w_uav3
Z jednej strony mówi się o niewłaściwym przygotowaniu do sezonu i złym cyklu treningowym. Ciśnie się na myśli używanie środków / inhalatorów/ na astmę, na którą podobno „cierpi” spora grupa norweskich biegaczek, a którą zatwierdziły władze narciarskie, w których Norwegia odgrywa niebagatelną rolę. Są zdania, że Bioergen oszczędza się na walkę z Justyną w Pucharze Świata, narzekania na przeładowanie startami. I presję, no właśnie….. Czy „królowa nart”, na jaką kreowali ją trochę fanatyczni na tle biegów narciarskich, Norwegowie - jest nią rzeczywiście? Czy ona sama widząc, że to „królowanie” wymyka się jej z rąk, na rzecz jakiejś tam Polki, nawet nie Skandynawki, nie potrafi przyjąć tego z godnością i uznaniem dla naszej zawodniczki? A za nią, i tu jest wspomniana presja, władze norweskiego narciarstwa, których „idolka” zawodzi i cała, rozkochana w swoim narciarstwie biegowym, Norwegia, nie mogą takiego stanu rzeczy przeboleć i zaakceptować, by  uporządkowac nieco chaos spowodowany nieobliczalnymi działaniami. Do tego dochodzi nieoczekiwanie słabsza postawa najlepszego biegacza, Petera Nordhuga, którego skutecznie stara się zdetronizowac, Szwajcar, Dario Colognia.
Inną i chyba nadrzędną w tej kwestii sprawą jest podejście i stanowisko norweskich władz narciarskich, a także państwowych i pokrewnych /TV/, włączając w to bogatych i wpływowych sponsorów. Przy tak olbrzymich nakładach na narciarstwo biegowe/ w porównaniu do innych krajowych federacji / jest powinnością, wręcz nakazem za wszelką cenę, zwyciężanie i przewodzenie na listach rankingowych, nie bacząc, na przecież najważniejsze w demokratycznej rzeczywistości, uwarunkowania prywatne i po prostu ludzkie. Życzymy Norwegii, która przecież jest potęgą narciarską, by wyszła z tego, w/g niej tylko, dołka, bo zdrowa i szlachetna rywalizacja, poparta właściwymi działaniami organizacyjnymi, jest oczekiwaniem wielkiej rzeszy fanów narciarstwa biegowego.
Kabor
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43394/marit-bjoergen-zdeklasowana-w-mistrzostwach-norwegii

Kamil Stoch – przymiarka do Stocho – manii?


Krzysztof Borne 
W konkursach Pucharu Świata w Japonii nasz najlepszy skoczek narciarski spisał się znakomicie. W sobotnich zawodach zajął trzecie miejsce, wyprzedzony tylko przez D. Ito, przedstawiciela gospodarzy i A. Bardala z Norwegii. Proszę zauważyć, że na podium nie stanął żaden Austriak.
Natomiast dzień później, wygrał znowu Japończyk, Daiki Ito przed K. Stochem i A. Koflerem z Austrii. Podwójny sukces Ito trzeba uznac za niespodziankę, choć to skoczek bardzo dobry i liczący się w światowej czołówce a własna skocznia też miała swój udział w tych zwycięstwach.
Dwa świetne wyniki K. Stocha w trudnych warunkach/ szczególnie 1-szy konkurs/ i na niełatwych skoczniach, pozwalają sięgnąć pamięcią do złota olimpijskiego Wojtka Fortuny oraz znacznie później, na wspaniałe wyniki A. Małysza, ale też, co bardzo nas cieszy, spojrzeć na systematycznie pnącą się w górę karierę Kamila. Już w zeszłym sezonie kilkakrotnie, w tym zwycięstwo w Zakopanem, zasygnalizował aspiracje do światowej czołówki. Ten sezon to potwierdza. Już w tej chwili zdobył  tyle punktów, ile miał na zakończenie poprzedniego Pucharu Świata. Jego co raz bardziej stabilna, wysoka forma rokuje trwałą pozycje wśród najlepszych, którzy w każdych zawodach muszą brac pod uwagę występ Polaka.
Do błyskotliwych, wspaniałych lotów A. Małysza, w jego pięknej karierze, medalowych /często złotych/pozycji w najważniejszych rangą konkursach, Kamil zbliża się miarowymi, dużymi krokami. I niech tak będzie. Nie oczekujmy, na razie fajerwerków, przyjdzie na nie czas, taką mamy uzasadnioną nadzieję. Trzeba jednak stworzyć Stochowi takie warunki, by ona się ziściła, bo na to Kamila stać. Nie można zmarnować takiego, niewątpliwie, talentu. Sądząc po nieco lepszej, ale ciągle i  już bardzo długo nie spęłniającej oczekiwań, postawie naszych pozostałych zawodników /wręcz  słaby Hula, ale uparcie wstawiany do kadry/ można by pomyśleć o, chociaż częściowej, zmianie sztabu szkoleniowego. Jest w Europie kilku trenerów, pod okiem których Stoch mógłby sięgnąć po najwyższe laury w skokach narciarskich. Takiego stanowiska życzymy PZN-owi, a Kamilowi, co za tym idzie, racjonalnego dojścia do sukcesów na miarę swojego wielkiego poprzednika i swoich predyspozycji. Porównywanie się z Adamem, lub dogonienie i przebicie jego osiągnięc, nie powinno być jednak główną motywacją Stocha/ może bardzo pośrednią/. Powinna nią być co raz wyższa, równa forma, by w każdych zawodach osiągać najwyższą, co najmniej medalową pozycję.
Kabor
więcej na: www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43455/kamil-stoch-przymiarka-do-stocho-manii

sobota, 28 stycznia 2012

Definicja sportu w ujęciu historycznym.


Przemysław Zbytek .
Większość z nas uznaje sport jako rywalizację. Jednak na przestrzeni wieków pojmowanie jego było o wiele szersze a współzawodnictwo miało marginalne znaczenie. Wyjątkiem były Starożytne Igrzyska i czasy współczesne. Czy tak było naprawdę? Zapraszam do dyskusji
Słowo sport pochodzi od łacińskiego desportare - odprężyć się, rozerwać. Do XVIII wieku sport występował wyłącznie w szerszym znaczeniu
 Sport     =      współzawodnictwo (w ograniczonym zakresie)   +     rekreacja ruchowa   +   wychowanie fizyczne
i opierał się przede wszystkim na rekreacji i rzadko na bardzo ograniczonej rywalizacji, która raczej posiadała wyłącznie cel utylitarny. Oczywiście rywalizowano fizycznie, jednak były to działania  słabo zorganizowane najczęściej w ramach militarnych przygotowań lub pokazów sprawności.
            Wyjątkiem od tej reguły możemy odnaleźć wyłącznie w starożytnej Grecji, gdzie możemy odnaleźć sport w jego klasycznym, węższym zakresie.
                                               sport  =          współzawodnictwo sportowe
 Przybrał on formę Igrzysk (pierwszy zapis o starogreckich  igrzyskach  pochodzi z 776 r. p.n.e.) o dość mocno rozbudowanej rywalizacji i systemie przygotowań.
            We wcześniejszych jak i późniejszych czasach przed nowożytnymi  o rywalizacji sportowej możemy mówić co najwyżej poprzez koncepcję ludyczną ( ludo grec. – bawić się)  lub pedagogiczną. Natomiast Koncepcja Agonistyczna (agos gec. – walka), która obecnie dominuje w sporcie,  w szerokim tego znaczeniu zastosowano tylko w ramach  Igrzysk Olimpijskich i w obecnych koncepcjach sportu.
            Wiemy zatem, iż podczas Igrzysk istniały regulaminy poszczególnych dyscyplin a każdy ze startujących musiał złożyć przysięgę, iż będzie ich przestrzegał. Stosowano już wtedy też podział na trzy  kategorie wiekowe. Trzeba też przyznać, iż starożytni pomimo różnicy wielu setek lat uznawali prawa kobiet do sportu bardziej niż Cuberten, który w swojej koncepcji ograniczył rywalizację wyłącznie do mężczyzn. W tamtych czasach odbywały się tak zwane  olimpiady żeńskie zwane e r a j s k i m i  (od imienia Hery, żony Zeusa).  Budowano też profesjonalne obiekty sportowe. W Olimpii, gdzie archeologowie zdołali częściowo odtworzyć istniejące tam w starożytności obiekty (zniszczone trzęsieniem ziemi w VI w. ne.),  obok wspaniałej świątyni   z posągiem Zeusa, który zaliczany był do 7 cudów świata, centralne miejsce zajmował stadion o wymiarach 192 na 30 m, ze skarpą  ziemi przeznaczoną dla widzów. Co prawda i wcześniej były w Grecji tzw. Palestry, jednak służyły one przede wszystkim celą wychowawczym w okresie do 18 roku życia. Zastępowały je w późniejszym okresie życia gimnazjony jako obiekty do szkoleń militarnych. Podobnie było w starożytnych Chinach jak i Indiach w których rywalizacja sportowa miał być przede wszystkim wsparciem w szkoleniu wojskowym.
            Już wtedy też sport miał charakter ruchu pokojowego, gdyż w trakcie igrzysk zakazane były wszelkie konflikty militarne.  Niestety i w tamtych czasach nie potrafiono ustrzec się od wpływów politycznych. Przykładem na to, może być start Cezara, który wygrał wszystkie dyscypliny, gdyż bano się z nim wygrać.  Upadek koncepcji igrzysk był też polityczny, gdyż cesarz rzymski Teodozjusz I, żarliwy chrześcijanin, w 393 r. n.e. uznając je za przejaw pogański,  zakazał ich odbywania. Trzeba jednak dodać, iż utraciły wcześniej swój charakter stricte sportowy, na rzecz widowiska.
            Niestety trudno w tym okresie odnaleźć wyczerpującą definicje sportu. Nawet w dziełach wielkiego filozofa Platona pomimo, iż kilkakrotnie wygrywał podczas igrzysk nie znajdziemy takowej. Można jedynie z ówczesnej praktyki wywnioskować jaki cel przyświecał starożytnej rywalizacji sportowej.
Dla Greków sport to działania umożliwiające podjęcie rywalizacji :
1.     honorowej i ściśle zorganizowanej wcześniej – zwycięstwo przynosiło zaszczyt a osoby, które chciały w niej brać były sprawdzane wcześniej przez specjalnych urzędników (hellanodiaków), którzy byli protoplastami dzisiejszych sędziów
2.     w ściśle określonych dyscyplinach zgodnie z ich regulaminami - dokładnie określane zasady  jak i kary za łamanie ich (przykładowo  chłosta i wykluczenie)
3.     ku czci bogów – było one częścią święta religijnego
4.     wolnym ludziom o nieposzlakowanej opinii – rywalizować mogli tylko ludzie będący obywatelami (brak powszechności) i nie karanych.
5.     krajom szanującym pokój – by sportowcy mogli przybyć zabraniano w tym czasie wojen, sportowcy reprezentowali poszczególne państwa początkowo wyłączni greckie a następnie wchodzące w skład Imperium Rzymskiego, co daje tej rywalizacji ponadnarodowy charakter wcześniej nie występujący w takim zasięgu.
6.     fizycznej jak i w sztuce – tak jak pierwsze olimpiady nowożytne rywalizowano wtedy również w muzyce i rzeźbie
7.     przygotowania do nich – część dyscyplin miały rozwinięty system szkolenia i opracowany zakres technik. Dowodem na to jest rzeźba dyskobola w momencie wyrzutu dysku, dłuta Myrona z V wieku pne.

Okres średniowiecza i panujące w nim chrześcijaństwo całkowicie odeszło od osiągnięć starożytności również w sporcie. Wydaje się, że bardziej od upadku Rzymu winna temu była chrześcijańska doktryna religijna, która traktując świat doczesny jako przejściowy bardziej nastawiony była na umartwianie się i rozwój duchowy, niż fizyczny.
            Dopiero nadejście Odrodzenia odkryło na nowo osiągnięcia starożytnych. Zaczęto również wracać do koncepcji rozwoju fizycznego. Pod koniec XIX wieku odrodziła się klasyczna definicja sportu, która w kolejnym wieku zaczeła zyskiwać przewagę nad tzw. szeroką.
Przemo
 http://artelis.pl/artykuly/43345/definicja-sportu-w-ujeciu-historycznym

Hamburger usmażony przez Borussen!


Jakub Bednarczyk
Borussia Dortmund na początek rundy wiosennej pokonała HSV Hamburg aż 5:1. Zwycięstwo powinno cieszyć podwójnie, bo takiego pogromu dokonali na twierdzy przeciwnika. Duży udział w zgarnięciu trzech punktów miała polska „wielka trójka”. 
Zaczęło się od mocnego uderzenia gości. Dogodną okazję zmarnował Sven Bender. Piłka podawana przez Kubę Błaszczykowskiego trochę mu  podskoczyła i poszybowała ponad poprzeczką J. Drobnego. Naszemu super strzelcowi Robertowi Lewandowskiemu także brakło zimnej krwi. Po pięknym podaniu na wyjście od Kagawy wyszedł sam na sam, jednak nie zdołał oddać strzału, który zamieniłby się na gola. Borussia ma to do siebie, że lubi odebrać piłkę na 30 metrze przed bramką rywala i strzelić gola. Tak było w 16 minucie. Sven Bender przejął piłkę na i od razu podał do Japończyka Kagawy. Ten zamarkował, że będzie strzelał, jednak ten podał piłkę do Kevina Grosskreutza, a ten już nie zwykł marnować takich okazji.
Bardzo dużo drużyn ma to do siebie, że zaczyna grać dopiero wtedy, gdy wbije im się gola. HSV od razu rzuciło się na bramkę strzeżoną przez młodziaka Langeraka. Na lewej stronie szarżował Dennis Aogo. Mijał, dryblował, dośrodkowywał, jednak partnerzy z napadu byli wzorowo kryci przez żelazną obronę BVB.
Gracze Borussii ustawiali się i przesuwali tak szczelnie, że jedyną nadzieją na przedostanie się pod bramkę rywala były długie piłki posyłane w stronę napastników. Przy takiej grze z zespołem z Dortmundu każdy atak kończy się fiaskiem.
A BVB dalej swoje. Kolejne przejęcie i szybkie podanie do Roberta Lewandowskiego. Ten zakłada „siatkę” kapitanowi hamburczyków Westermannowi, mija kolejnego obrońcę, a także bramkarza. Strzał i bramka. Dość łatwe, jednak takiej bramki pozazdrościć mu mogą najlepsi gracze Europy.
Ciężko się grało HSV. Mieli dość mało okazji na strzelenie bramki, a dużo kompleksów w obronie. W 58 minucie kolejna akcja z udziałem Polaków. Kagawa prowadzi piłkę, podaje do Roberta, który przerzuca piłkę na obrońcą. Nie strzela sam, jednak zostawia piłkę Błaszczykowskiemu. Nasz kapitan pewnym, mocnym strzałem wpisuje się na listę strzelców.
Dobre zmiany to podstawa. Moritz Leitner wszedł na boisko za Sebastiana Kehla w 73 minucie, trzy minuty później wywalczył rzut karny. Do piłki podszedł nasz kapitan Kuba Błaszczykowski. Podobnie jak z Niemcami. Ze spokojem i zimną krwią umieścił piłkę w bramce. Można, by rzec pozamiatane.
Młodzi Borussen nie szczędzili sił w ataku do końca. Kolejna składna akcja. Kilka podań i Robert Lewandowski wyszedł na 7 metrów z piłką przed bramkarzem. Wymarzona sytuacja, którą Robert wykorzystał ze stoickim spokojem.
Gra się do końca, choćby o honor! Sala, włoski piłkarza wpuszczony w 65 minucie za Jansena, mija dwóch obrońców BVB jak tyczki, przy tym dokładnie dośrodkowując. Langerak wychodzi nie pewnie z bramki wybijając lekko piłkę, która spada pod nogi Jose Paolo Guerrero. Pusta bramka i oczywiście piłka w niej umieszczona przez Paragwajczyka.
Podsumowując. Langerak wykonał swoje zadanie, bardzo dobrze, a nasza trójka pokazała, że Polscy piłkarze umieją i potrafią grać w piłkę. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach HSV zagra lepiej, bo coś nam pachnie spadkiem.
Kuba Bednarczyk
 http://artelis.pl/artykuly/43356/hamburger-usmazony-przez-borussen

Piłkarze ręczni i A. Radwańska na tarczy kończą swoje najważniejsze imprezy ostatnich dni, w styczniu 2012r. A to przecież początek roku olimpijskiego.


Krzysztof Borne 
Szczypiorniści plasują się na 9 miejscu w Mistrzostwach Europy w Serbii a Agnieszka po raz piąty nie dociera do półfinału turnieju wielkoszlemowego, tym razem, znowu w Australii.
Na tarczy, to może zbyt mocno powiedziane, ale adekwatne do naszych oczekiwań. Myślę, że sami uczestnicy tych zmagań też liczyli na więcej. Wymęczona wygrana z Niemcami piłkarzy ręcznych, trochę na osłodę, nie satysfakcjonuje ani ich, ani tym bardziej nas. Cały turniej grali po prostu słabo. Źle i nierówno wyglądało zaangażowanie, nakreślona taktyka i co można było też niekiedy  zauważyc, umiejętności /obrona, atak, celnośc  podań i rzutów, a wiec skutecznośc/. Gonienie wyniku, przecież niezamierzone, w poprzednich meczach, momentami nawet udane, nie świadczy o dobrej, równej formie, właściwym przygotowaniu i nastawieniu do tego turnieju. Wyciśnięte, z dużą dozą nerwowości, potwornego wysiłku fizycznego, okupionego często kontuzjami, rezultaty spotkań, prowadzące w końcu do liczenia na wyniki meczów innych drużyn nie stanowi dobrze o naszym zespole, po którym spodziewaliśmy się dużo więcej.  W zapowiedziach i rankingach stawiano reprezentację Polski znacznie wyżej, mając ku temu realne przesłanki. Występ Polaków na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie stoi pod wielkim znakiem zapytania i znowu zależy od końcowych rezultatów tych, obecnych Mistrzostw Europy, a nie od postawy na boisku naszej reprezentacji.
Sytuacja taka trochę wymusza pytanie, czy nasz sztab szkoleniowy, niekoniecznie z Wentą, wspaniałym kiedyś zawodnikiem i trenerem o niewątpliwych zasługach, nie powinien czegos zmienić? Systemu przygotowań i odmłodzic, póki czas, przynajmniej częściowo naszą reprezentację. Przecież właśnie młodzi, w tych mistrzostwach niejednokrotnie, wpisywali się bardzo dobrze i znacząco w przebieg niektórych meczów, doprowadzając  do korzystnych rezultatów spotkania. Filary, rutyniarze, zawsze potrzebni, ale młodzi bardziej do przodu, do boju.
 Natomiast Agnieszka Radwańska zawiodła nas swoim przygotowaniem do tego sezonu. Wygrane turnieje w Tokio i Pekinie oraz dobra postawa w ostatnim przed Australian Open turnieju w Sydney, pozwalały mieć nadzieję na lepszy wynik na kortach w Melbourne. Mimo pewnych symptomów wyraźnej poprawy, kulejących do tej pory, elementów gry naszej reprezentantki, okazało się to za mało. W dalszym ciągu, wymagane w obecnym tenisie przygotowanie siłowe i kondycyjne, pozostawia wiele do życzenia. Finezja, wyczucie, polot i widowiskowość nie wystarczają na czołowe rakiety świata. Szkoda, ale takie są realia współczesnego tenisa i trzeba je wziąć pod uwagę w swoich treningach. Inaczej wypada się z gry o najwyższe laury.
Dobrze Agnieszce zrobiło rozstanie z ojcem, jako trenerem, alfą i omega jej poczynań tenisowych. T. Wiktorowski wprowadził nieco spokoju i pewności, a może tylko jego obecnośc sprawiła poprawę postawy Radwańskiej. Temat do zastanowienia dla niej samej i PZT.
images?q=tbn:ANd9GcRK8swcWTSQAQFWYhQqk9Vn45WfsIzR7HBVDZyUPodnHeZEYMnO
Paradoksalnie, Aga osiągnęła najwyższe w swojej karierze miejsce w rankingu WTA – 6 i jest jedyną tenisistką z czołówki światowej, z tak wysokim miejscem, która nigdy nie doszła do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Szacunek, jednak nie zmienia to naszego odczucia niedosytu i stanowiska, że spodziewamy się od Agnieszki lepszej i skuteczniejszej gry oraz osiągnięcia wyższego szczebla w światowym tenisie. Ma na to jeszcze trochę czasu, stać ją na to i tego jej życzymy, mając na uwadze tak jej aspiracje, jak i nasze oczekiwania olimpijskie.
Kabor
więcej na:
www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43362/pilkarze-reczni-i-a-radwanska-na-tarczy-koncza-swoje-najwazniejsze-imprezy-ostatnich-dni-w-s

piątek, 27 stycznia 2012

Borussia przed rundą wiosenną.


Jakub Bednarczyk
Najmłodszy mistrz Niemiec w historii istnienia Bundesligi w zeszłym sezonie zadziwił cały futbolowy świat. Trener Jurgen Klopp postawił na młodość i zapał do gry, który udowodnił wyższość nad rywalami z górnej półki. Ciekawe jak będzie wyglądała rudna wiosenna sezonu 2011/2012 w wykonaniu młodych Borussen. 
Rundę jesienną zakończyli na drugim miejscu, tracąc tylko 3 punkty do lidera Bayernu Monachium. To stawia ich w gronie faworytów do tytułu mistrzowskiego. Duży udział w tym osiągnięciu miał polski napastnik Robert Lewandowski, który jesienią strzelił 12 bramek w lidze. Nasz super snajper poczynił duże postępy jeżeli chodzi o grę wnapadzie. Umiejętnie się zastawia i drybluje rywali. Generałem pomocy drużyny z Westfalii jest młody, dobrze zapowiadający się Mario Goetze. Prezesi BVB już szukają na jego miejsca zmiennika, bo wiedzą, że długo w Borussii już nie pogra. Najmocniejsze kluby z prawie wszystkich lig Europy pragną mieć w swoim składzie młodego Niemca.
Mocna obrona jest podstawą sukcesu, a Jurgen Klopp nie ma co narzekać. Hummels i Subotić tworzą idealną i dobrze uzupełniającą się parę stoperów. Na skrzydłach pomagają im  Schmelzer i najlepszy polski obrońca Łukasz Piszczek. Zespoły przeciwne mają trudności z przedostaniem się pod bramkę BVB, dzięki czemu Roman Weidenfeller rzadko wyciągał piłkę z bramki (w rundzie jesiennej tylko 12 razy).
Dzięki świetnemu przesuwaniu się po boisku i dobrej organizacji defensywy ciężko jest drużynom przeciwnym przeprowadzić atak pozycyjny. Dlatego często wybierają grę długimi podaniami na swoich napastników, które kończą się nie powodzeniem. Do gry obronnej angażują się wszyscy zawodnicy. Piłkarze Borussii potrafią przejąć piłkę nawet pod bramką rywala i stworzyć dogodną sytuację bramkową.
Rundę wiosenną zaczęli najlepiej jak mogli. Na stadionie w Hamburgu pokonali miejscowy HSV, aż 5:1. Duży udział w zwycięstwie mieli Polacy. Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski strzelili pod dwie bramki i zaliczyli po jednej asyście. Jeżeli gra drużyny z Dortmundu będzie się układała tak jak w meczu z HSV to spokojnie mogą myśleć o tytule Majstra Niemiec.
Kuba Bednarczyk
 http://artelis.pl/artykuly/43355/borussia-przed-runda-wiosenna

czwartek, 26 stycznia 2012

Niemożność polskich sportowców


Krzysztof Borne 
W ostatnim okresie polski sport, a co za tym idzie, jego przedstawiciele nie mogą pokonać „zakrętu”, który prowadzi do kompletnego sukcesu. Zadowalamy się, a raczej narzuca nam się euforię z osiagnięć naszych sportowców.
Załoga M. Kusznierewicza z D. Życkim nie staje na podium żeglarskich Mistrzostw Świata, R. Paszke „łapie” poważną awarię katamaranu w biciu rekordu szybkości opłynięcia globu. K. Stoch skacze bardzo nierówno, zaliczając znaczące wpadki, K. Hołowczyc będąc od podium Dakaru na wyciągnięcie ręki, grzebie swoja szansę przez awarię samochodu. Piłkarze ręczni pokonują „zakręty” prowadzące do finału Mistrzostw Europy w sposób co najmniej dziwny, nie bardzo zrozumiały nawet dla fachowców i nie wiadomo czy z niego wyjdą, pozwalając by zależało to od wyników spotkań innych drużyn, A. Radwańska kończy swój udział w Australian-Open na ćwierćfinale/w wielkich szlemach już po raz piąty/, co po ostatnich rokowaniach, na pewno nie jest  sukcesem. To tylko niektóre, rzucające się w oczy, przykłady niemożności. Mogliśmy w nich, zupełnie realnie, spodziewać się i na takie liczyliśmy, znacznie wyższych osiągnięć, które można by wtedy nazwać autentycznymi sukcesami. Ktoś powie – „taki jest sport i to jest w nim piękne”. Zgoda, ale jest przecież cała, mniej lub bardziej kosztowna, czasochłonna, przeważnie wyczerpujaca, struktura przygotowania do sukcesu, spodziewanego sukcesu.
Trener H. Wagner jadąc z siatkarzami na olimpiadę do Montrealu powiedział /…kiedy to było?/, że interesuje go tylko złoto i osiągnął je. Nakłady na ten sukces – bo to był sukces – były nieporównywalnie mniejsze w stosunku do innych ekip, był to przecież okres PRLowski - ale można było. Myślę, że obecnie w naszym sporcie, proporcjonalnie, jest podobnie. Może w mniejszym stopniu. Ale nie można wszystkiego zwalać na kryzys, z którym, podobno radzimy sobie nie najgorzej.
Z tej niemożności wyłamuje się jedynie Justyna Kowalczyk, która, jako właściwie jedyna, przysparza nam wielkiej radości i napawa optymizmem swoją postawą i dużymi, często spektakularnymi sukcesami.
Teraz polski sport, jako całość. „Zakręt” jaki pokonuje Polska przygotowując się do bardzo ważnego i znaczącego, wręcz spektakularnego sukcesu, jakim ma być organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, z nieciekawym przecież, w obecnym okresie, parterem- Ukrainą, jest bardzo wyboisty i niebezpieczny. W obecnej chwili nie wiadomo właściwie, czy go w ogóle pokonamy. Wiele przesłanek temu przeczy. A jeżeli, czy pozwoli to na nazwanie tej imprezy wspaniałym sukcesem, czy też będzie to wydarzenie sportowe o wątpliwym znaczeniu.
Coś tu, w rozwiazywaniu tych zagadnień, nie gra. Ale co? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak czy tylko? Wiemy i mamy nadzieję, że są w Polsce ludzie, instytucje i organy najwyższego szczebla, które mogą sobie z tymi problemami poradzić, tak decyzyjnie jak i wykonawczo, i oby im się to udało, wierzymy w to.
Kabor
www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow

Dream makers cz. 4 - KAROL DĄBSKI


Agata Jeruszka 
Historia kartingu w Polsce sięga 1960 roku. Około dziesięciu lat temu pierwsze kroki w tej dyscyplinie motosportu stawiał Karol Dąbski. Mając 8 lat, wraz z ojcem wymienił Fiata 126p na pierwszego gokarta. Dzisiaj jest jednym z najbardziej znanych i cenionych zawodników kartingowych.„Zawsze trzeba jechać o pierwsze miejsce. Lepiej martwy niż drugi” – mówi Karol podczas naszej rozmowy. Pierwszych miejsc w karierze Karola Dąbskiego było co najmniej kilkanaście. Jeszcze więcej przed nim. Z taką determinacją, pasją i doświadczeniem nie da się nie osiągać sukcesów. Zwłaszcza mając za sobą całą rodzinę, która towarzyszy Karolowi niemal podczas każdego wyjazdu. Z Karolem Dąbskim rozmawiałam na kilka dni przed jego wyjazdem do Japonii na kilkumiesięczne treningi, w jego domu rodzinnym w Samsonowie koło Kielc.

Agata Jeruszka: Początek Twojej kariery to 2002 rok. Miałeś 10 lat i od razu pojawiło się w twojej karierze II Miejsce w Pucharze Polskiego Związku Motorowego w kategorii Młodzik 60. Jak to się stało, że w ogóle zacząłeś jeździć?  
Karol Dąbski: Jako chłopiec próbowałem różnych sportów, takich jak judo czy aikido, ale zupełnie mnie to nie kręciło. Natomiast podczas przyjęcia z okazji mojej Komunii, z kilkoma innymi osobami, poszliśmy na pobliski tor kartingowy. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem gokarta i też wtedy to się zaczęło. Bardzo chciałem mieć jakiegoś dla siebie, ale były takie czasy, że moich rodziców nie było na niego stać. Mieliśmy za to Fiata 126p, którego zamieniliśmy na pierwszego gokarta. Starego i zupełnie nieprofesjonalnego. Tylko oczy się cieszyły, bo nawet nie mogłem nim jeździć. Był za duży. Dopiero po jakimś czasie sprzedaliśmy go, i zakupiliśmy nowego. Na początku jeździłem sam z tatą i powoli wszystkiego się uczyliśmy. Nie było łatwo. Ostatnie miejsca w zawodach, porażki, nie było za ciekawie.
A.J.  A co było dla ciebie najtrudniejsze na początku kariery? Porażki, strach przed ryzykiem, pogodzeniem treningów z innymi obowiązkami? 
K.D.  Na początku w ogóle nie zastanawiałem się nad tym, czy to jest ryzykowny sport, czy nie. Chciałem jeździć i tyle. Nie widziałem żadnego ryzyka dopóki nie zaczęły się jazdy z większą grupą zawodników, chociaż tak naprawdę ryzyko istnieje zawsze, ale o tym się nie myśli. Będąc na starcie po prostu wciskasz gaz i myślisz o tym, żeby jak najszybciej pojechać. Żeby wyprzedzić jak najwięcej zawodników. Fakt, to jest niebezpieczny sport – ktoś ci może wpaść na koło, możesz wydachować, ale z tym trzeba się liczyć. O ryzyku się nie myśli. Jeśli ktoś to robi to nigdy dobrze nie pojedzie.
Co do szkoły – szkoła mi wtedy nie przeszkadzała, bo nie jeździłem jeszcze aż tyle, a raczej sport nie przeszkadzał szkole.
A.J.  Co musi zrobić ktoś, kto chce zacząć karting profesjonalnie? 
K.D.  Żeby jeździć gokartami profesjonalnie trzeba zapisać się do klubu. W Polsce jest ich dużo. Praktycznie każde miasto ma jakąś sekcję kartingową lub jakiś klub. Później najlepiej dołączyć do jakiegoś teamu, np. takiego jak nasz Uniq Racing. Trzeba wybrać najlepszy, w którym ludzie znają się na tym co robią, i w którym mają najlepszy sprzęt.
A.J.  Twój brat Szymon też jeździ, z tym że na motocyklach. Ojciec jest szefem teamu Uniq Racing, do którego należysz. Zamiłowanie do sportu i samego kartingu jest u was rodzinne?
K.D.  Z kartingiem jest mocno związana cała moja rodzina. Praktycznie wszyscy jeżdżą ze mną na zawody. Mój brat poszedł bardziej w stronę motocrossu, quadów itd., ale wszyscy zawsze równie mocno mnie wspierają. W każdej karierze potrzebny jest ktoś, kto ci pomaga. Samemu trudno zajść daleko. To bardzo pomaga w odnoszeniu sukcesów, gdy ma się wsparcie. 
A.J.  A propos, sukcesów masz naprawdę bardzo dużo. Chociażby pierwsze miejsca w Rotax Max Challenge Polska w 2007, 2008 i 2011 roku w kategorii Rotax Max Junior i Rotax Max Senior. Byłeś też m.in. reprezentantem Polski w Mistrzostwach Świata we Włoszech w kategorii Rotax Max Senior. Co jest dla ciebie największym sukcesem? 
K.D.  Trzecie miejsce na mistrzostwach Europy. Ze złamanym żebrem.
A.J.  A złamane żebro przez…?
K.D.  Przez wyścig kwalifikacyjny. Miałem złamane żebro i musiałem przejechać jeszcze dwa wyścigi. Oprócz tego jeszcze trening przed wyścigiem, później przedfinał i finał. Z jedenastego pola przesunąłem się na trzecie.
A.J.  To chyba właśnie m.in. dzięki temu jest opinia, że ambicja, płynna jazda i analiza sytuacji to twoje mocne strony, jak powiedział mechanik teamu Uniq racing – Josh Hart. Czy może jednak to bardziej kwestia szczęścia?
K.D.  Na pewno jest to w dużej mierze kwestia szczęścia, ale dużo też zależy od pracy, doświadczenia i kwalifikacji jaką się uzyska, bo zawodników jest bardzo dużo. Na starcie np. może być tak, że gdzieś się wypadnie i później trzeba wszystko nadrabiać, a nie zawsze już da się wbić na pierwsze miejsce. To widać np. po mistrzostwach świata, w których teraz jechaliśmy. Byłem bardzo szybki. Pierwszy bieg wygrałem z pierwszego pola, a w drugim z drugiego pola już trudno było się wcisnąć w jakąś lukę do wewnątrz, żeby wyprzedzić pozostałych zawodników. I tak naprawdę startując z drugiego miejsca spadłem na dziesiąte, co później bardzo trudno było odrobić. Liczy się też praca innych, dużą rolę odgrywa główny mechanik, w naszym teamie to właśnie Josh Hart. Zajmuje się m.in. ustawianiem podwozia. Tor cały czas się zmienia i cały czas trzeba stosować inne ustawienia gokarta.
Jednak przede wszystkim zawsze trzeba jechać o pierwsze miejsce. Lepiej martwy niż drugi, jak to mówi mechanik z naszego teamu.
A.J.  Polska daje możliwości jeśli chodzi o karting? 
K.D.  Jeśli ktoś chce się nauczyć naprawdę dobrze jeździć i chce coś osiągnąć to musi jeździć też za granicą. Wiadomo, że polskie sukcesy też cieszą, bo dzięki nim kwalifikuję się na mistrzostwa świata. Za granicą jest dużo trudniej, tam trzeba być naprawdę doświadczonym i skupionym kierowcą.

A.J.  W najbliższym czasie, z tego co wiem, jedziesz do Japonii?
K.D.  Tak. Jadę na dwa miesiące. Będę się tam sporo uczył jeśli chodzi o mechanikę. Trochę już się na niej znam, ale chcę się jeszcze podszkolić. Poza tym będę mógł wystartować w Japonii w zawodach Winter Cup i w I rundzie Rotax Max Challenge. Możliwe, że zostanę tam na stałe, jeśli powiedzą że będę tam robił to co robię, czyli trochę mechanikował i do tego jeździł. Jeszcze nie wiem jak to się wszystko potoczy.
A.J.  Nie planujesz przesiąść się w przyszłości z gokarta na coś innego?
K.D.  Pewnie tak, ale zobaczymy jak to wyjdzie. Karting dużo uczy i póki co warto przy nim zostać. To sport jak każdy inny, a gokart to nie zabawka. One osiągają prędkość 150-160 km/h. Te szybsze są porównywalne do Formuły 1. Wyścigi są jak narkotyk. Jak się już wciągniesz, to nie da się z tego wyjść.
A.J.  Czyli szybko na emeryturę w wyścigach nie odejdziesz? 
K.D.  Zdecydowanie nie! Są kartingowcy, którzy mają po 30 lat, ale widziałem i takiego, który miał około 60 lat i cały czas bierze udział w wyścigach. Zdarza się też, że jeżdżą ludzie bez nóg, czy bez rąk, co dla większości ludzi wydaje się dziwne. Sam Alessandro Zanardi, który w 2001 r. stracił nogi w wypadku podczas wyścigu Formuły 1, ścigał się później bez nóg. I tak samo jeżdżą np. w Japonii na gokartach. Czasami bez rąk, albo bez nóg, ale dalej bawią się tym sportem.
A.J.  Jakie masz plany na 2012 rok?
K.D.  Na początek wspomniana Japonia. Później chcę wystartować w Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata w KF2.
A.J.  Jaki był dla ciebie 2011 rok? Podobno dużo i ciężko pracowałeś?
Było bardzo dużo wyścigów i bardzo się cieszę, że miałem możliwość brania w nich udziału. Zebrałem dużo doświadczeń i myślę, że pod koniec sezonu byłem już w najlepszej formie. Oby to zostało na ten najbliższy.


Na zdjęciu część teamu Uniq Racing (w środku Karol Dąbski).

Zdjęcia: Igor Kurkowski, Michał Mitrofaniuk
Dziękuję Michałowi Mitrofaniukowi za pomoc w organizacji i realizacji wywiadu.
Agata Jeruszka
 http://artelis.pl/artykuly/43293/dream-makers-cz-4-karol-dabski

Sztuki walki


Kamil Józefiak 
Chcesz czuć sie bezpieczniej? Na jaką sztukę, a może system walki się zdecydować? Jak wybrać? Czym się kierować przy wyborze? Na takie i podobne pytania muszą sobie odpowiedzieć  potencjali adepci sztuk walki.
Jaką sztukę walki wybrać? Sztukę czy może system? Wybór na dzień dzisiejszy jest ogromny. Sugerując się tym co dzisiaj najpopularniejsze należałoby wybierać między Krav Magą, MMA, Shootwrestlingiem, Vale Tudo, BJJ. Ale co zrobić jeśli nasza wiedza na ten temat pochodzi  głównie z telewizji. Najepszym sposobem wydaje sie połączenie kilku styli. Jeśli jest na to czas i chęci proponuję zapisać się do kilku sekcji. Z biegiem czasu odkryjemy co tak naprawdę najbardziej nam pasuje. Czy typowa stójka, a może stójka + parter, a może sam parter. Wolimy uderzać, kopać ,a  może preferujemy style chwytane  lub połączenie obu wersji . Jeśli nie spróbujemy paru rzeczy to możemy się zniechęcić, patrząc jak wszyscy wokół robia postępy a my się męczymy. Jest jeszcze jedno dość istotne kryterium wyboru. Mianowicie jak szybko chcemy widzieć jakieś efekty i czy zależy nam na typowej samoobronie czy może ma to być, w pewnym sensie oczywiście , sposób na życie. Jeśli stawiamy na samoobronę to najlepiej wybrać kurs samoobrony, Krav Magę lub  boks. Najszybciej nauczymy się tam podstaw i odpowiednich odruchów. Szukając sposobu na życie sugeruję  wybór między tradycyjnymi sztukami walki karate, aikido, judo itp. Z biegiem czasu i one nauczą odpowiednich zachowań i pomogą w samoobronie. Stanowia one także bardzo dobre uzupełnienie dla MMA czy też Vale Tudo. Nie przez przypadek są to mieszane style walki. Dla mnie najważniejsze to znaleźć to w czym będziemy czuć się najlepiej. Osobiście próbowałem kilku rzeczy i na dzień dzisiejszy znalazłem właśnie to co najbardziej mi odpowiada.  Gorąco namawiam wszystkich do ruszenia się z fotela.
autor : Kamil Józefiak  - Jozi
Wszystkich chcących podzielić się swoimi przemyśleniami , pasjami zapraszam na moją nowo powstałą stronę www.manie.pl
 http://artelis.pl/artykuly/43254/sztuki-walki

środa, 25 stycznia 2012

Piłka nożna okiem kobiet


Anna Skwierawska 
Jeżeli jesteście ciekawi tego jak na piłkę nożną patrzą kobiety, czy mają w ogóle o niej pojęcie, czy to prawda, że kobiecie nie sposób wytłumaczyć co to jest spalony, czy mecze piłki nożnej oglądają tylko dlatego, że mogą podziwiać przystojnych i wysportowanych mężczyzn  to zapraszam do lektury...
Piłka nożna to z całą pewnością najpopularniejszy sport na świecie i budzi zachwyt milionów ludzi, z czego większość to oczywiście mężczyźni. Prawie każdy z nich chociaż raz w życiu grał w piłkę, jeden lepiej drugi gorzej, jednakże w komentowaniu i ocenianiu meczów piłkarskich każdy z nich jest "mistrzem". Każdy facet bez chwili namysłu, czy to przed telewizorem, czy to na stadionie, potrafi skrytykować piłkarzy, nawet swojej ulubionej drużyny, za nieudane zagrania, chociaż sam miałby z pewnością niemałe problemy z przyjęciem piłki, a co dopiero z dokładnym jej odegraniem. Gdy jego ulubiona drużyna wygrywa to jest on w stanie cały dzień, albo i dłużej chwalić piłkarzy swojego klubu, ale gdy tylko mecz nie zakończy się satysfakcjonującym wynikiem to piłkarze są już dla nich, delikatnie mówiąc, nic nie warci.
Spora część mężczyzn to tzw. kibice sukcesu, którzy na daną chwilę kibicują drużynom, które są na topie, ale jak już sytuacja się odmieni, bo przecież nie można wciąż wygrywać, to drużyna która była przez nich uwielbiana idzie w odstawkę i znajdują sobie inną, najczęściej taką, która w ostatnim sezonie wygrała Ligę Mistrzów czy chociażby rozgrywki ligowe. Wtedy wśród znajomych uchodzą oni za znawców piłki nożnej, bo przecież jego drużyna jest najlepsza i to właśnie on wie najlepiej, która drużyna prezentuje najwyższy poziom i przecież dlatego jej kibicuje.
Z racji mojego zamiłowania do futbolu od najmłodszych lat często bywam na meczach piłki nożnej, ze względu na brak wystarczających środków, polskiej ekstraklasy i muszę przyznać, że nierzadko są to widowiska bez większych emocji, jednakże rekompensują mi to kibice zasiadający na trybunach, których poziom wiedzy jest wręcz porażający, ale to właśnie oni są na meczach najbardziej aktywni i bardzo głośno wyrażają swoje myśli. Wśród mężczyzn panuje przekonanie, że nie można kobiecie wytłumaczyć na czym polega spalony, ale uwierzcie mi, że to jest tylko stereotyp. Taki sam mogłybyśmy rozpowszechniać o mężczyznach. Siedząc ostatnio na trybunach pewien pan po wyrzucie piłki z autu krzyczał z całych sił "spalony, spalony ślepy....", a spora część fanów była z nim zgodna. Jeden z kibiców starał się kulturalnie wyjaśnić panu, że po wyrzucie piłki z autu nie ma spalonego, ale ten oczywiście był większym znawcą i nie przyjmował do wiadomości tego faktu. Takich i podobnych przykładów można by wymieniać bez liku począwszy od "łap,łap..." po podaniu do bramkarza od kolegi z zespołu, przez "spalony, spalony..." po wyjściu zawodnika z własnej połowy, kończąc na.... lepiej się powstrzymam.
Także panowie proszę w imieniu kobiet, abyście nie naśmiewali się z Naszej wiedzy na temat piłki nożnej i najpierw spojrzeli na siebie, bo jestem przekonana, że niejedna z Nas mogłaby wiedzą na temat futbolu zawstydzić niejednego Pana.
Anna
 http://artelis.pl/artykuly/43128/pilka-nozna-okiem-kobiet

Dream makers cz. 3 - ANNA CICHOWSKA


Agata Jeruszka
Pasja, to nie tylko i nie zawsze zawód. Co jeśli dopiero po trzydziestce odkryjemy to, co kochamy robić najbardziej? Czy jest za późno? Odpuścić? Nie. Nigdy nie jest za późno. Każdy czas jest odpowiedni, żeby zacząć zmieniać swoje życie.
Ania zaczęła trenować mając 39 lat. Od pierwszego treningu minęło zaledwie kilka miesięcy. Zaczęło się niewinnie. Zaczęło się od śląskiego magazynu, dla którego Ania pisze. Magazyn o ciekawych ludziach z pasją. Pisząc, Ania znalazła swoją. Judo. Z Anią spotkałam się w Bytomiu na początku stycznia 2012 r. i miałam okazję uczestniczyć jako widz w jednym z treningów w klubie, w którym Ania trenuje – GKS „Czarni” Bytom.

Od czego zaczęła się fascynacja judo i same treningi?
Zaczęło się banalnie. Kilka miesięcy temu rzuciłam palenie, a w związku z tym zaczęłam też przybierać na wadze. Poszłam więc na siłownię… i zupełnie nie spodobało mi się to. W tym samym czasie pisałam o judo. Pojechałam do klubu GKS „Czarni” Bytom po zdjęcia do tekstu i doznałam olśnienia. Nagle sobie pomyślałam - Właściwie dlaczego nie spróbować? Mój tekst o judo jeszcze się nawet nie ukazał, kiedy ja już zdecydowałam się na judo. To była chyba moja czwarta wizyta w klubie. Później pojechałam po pendriva ze zdjęciami i od razu dostałam też judogę. Poza tym ja chciałam się ruszać. W klubie bardzo mi się podobało i zachciałam być częścią tamtej społeczności.
Klub, o którym pisałaś, to wyłącznie klub judo? 
Tak. Klub gigant można powiedzieć. Liczy około 750 zawodników. Generalnie w marcu pisałam o MMA (dyscyplina sportowa, inaczej Mixed Martial Arts – przyp. autora), ale potrzebowałam opinii kogoś, kto uprawia sztukę walki, która jest dyscypliną olimpijską, bo MMA to zupełna jatka. Pomyślałam, że skoro w Bytomiu, pod nosem, mam najlepszy klub judo w Polsce, to jadę tam. Nie szukałam innego. Już wtedy bardzo spodobało mi się tam: dzieci z rodzicami, pełno ludzi non stop, super atmosfera. I już wtedy jeden z zawodników – Przemek Matyjaszek, powiedział, że mam zapisać się na judo, bo judo jest piękne.
Nie ukrywam, że mnie sporty walki zawsze fascynowały, ale nigdy na żaden się nie zdecydowałam. Próbowałam z siłownią zupełnie nie potrzebnie. Pomyślałam, że spróbuję swoich sił w judo i dostałam takiego pozytywnego kopa, że po wyjściu z klubu zadzwoniłam do znajomej i nie dopuściłam jej do słowa. Powiedziałam, że wpadłam na genialny pomysł - właśnie zapisałam się na judo, to jest najlepsza rzecz na świecie i że właśnie to chcę teraz robić.
Judo to dla ciebie styl życia? Bo w artykule, który napisałaś o judo, właśnie tak ten sport pokazałaś.  
Tak, ale bardziej w kontekście judo, jako filozofii życia. To mają do siebie chyba wszystkie sztuki walki – to nie tylko sport i nie tylko same wyniki. Każda ze sztuk walki jest powiązana z jakimś określonym sposobem życia. Czy karate, czy taekwondo, wszystko wiąże się z jakąś filozofią życia. To jest właśnie ta diametralna różnica pomiędzy sztuką walki, a siłownią i dlatego judo mnie bardziej kręci niż siłownia, na którą po prostu się idzie i ćwiczy. Nic więcej. W judo natomiast jest chociażby szacunek do trenera. Na treningach judo np. nie wolno przeklinać. Jak ktoś z hukiem upadnie na matę to nie ma że boli. Nie ma przeklinania. Po prostu nie robi się tego.
Dlaczego? 
Bo judo w Japonii to cały system wychowania dziecka. A wychowanie to też kultura osobista. Młodzież wychodzi z sali, popychają się, podkładają sobie nogi, ale przeklinania nie ma. Jak się komuś wyrwie – 50 pompek. Tam wszyscy są grzeczni, zawsze mówi się Dzień dobry…
I ukłon przed wejściem na maty…
Tak! Wydawało mi się to na początku zupełnie bez sensu, ale teraz wiem, że to szacunek do dojo – czyli miejsca ćwiczeń. Poza tym sama widziałaś na treningu, jak zaczynamy walkę. Kiedy ćwiczymy to po prostu podchodzimy do siebie i ćwiczymy, ale kiedy zaczynamy walkę, kłaniamy się sobie i na koniec walki również. To ma każda sztuka walki, ale właśnie to bardzo podoba mi się w judo – że to nie tylko sport, a cała filozofia. W ogóle jest coś takiego jak filozofia judo i paradoks Kano – twórcy judo. W judo wykorzystuje się to, co robi przeciwnik. Ustępujesz, aby zwyciężyć. W judo nie ma technik uderzeniowych. Paradoks Kano polega na tym, że techniki mniej niebezpieczne dla zdrowia są bardziej skuteczne niż te agresywne np. wbijanie palców w oczy itp. Chodzi o to, że jakiś konkretny chwyt w judo możesz przetrenować nawet sto razy i nie robisz nikomu krzywdy. Wbijania palców w oczy nie możesz przećwiczyć w ogóle. I to się sprawdza. 
Poza salą wcielasz te zasady z judo w życie?
W moim przypadku trudno o tym mówić, bo mam 39 lat i ja już jestem wychowana. To pasuje do tego jak mnie wychowali moi rodzice, ale samego wychowania już nie zmienię. Wierzę natomiast, że w przypadku dzieciaków, które trenują, to procentuje. Uczą się szacunku do trenera, a to z kolei pozytywnie odbija się na ich sposobie funkcjonowania poza klubem. Idealnym przykładem tego szacunku do trenera jest chociażby to, że gdy pisałam artykuł o judo, to robiłam wywiad z małymi dzieciakami, 7-latkami. Mają swojego trenera. Nazywa się Piotr Wicher. Podczas rozmów, pytam się nastolatków, kto jest ich autorytetem. Każdy wymienia olimpijczyków: Waldemara Legienia, który zaczynał w „Czarnych”, Roberta Krawczyka – też z „Czarnych”. Później pytam się 7-latka, kto jego zdaniem jest najlepszy w tym klubie, a on mi mówi „Pan Wicher”. Pytam się 7-letniej dziewczynki, kto jest jej autorytetem, a ona „Pan Wicher”.
Później sam Piotr Wicher mi to powiedział, że przy pierwszym kontakcie z judo, najważniejsze jest żeby pokochać swojego trenera.
Jak nazywa się twój trener?  
Radek Gajdamakin, z tym że on mi w ogóle na początku nie odpowiadał. Przed pierwszymi zajęciami uprzedzono mnie, że skoro jestem pierwszy raz na judo i nic nie umiem, to on się mną indywidualnie zajmie, bo tak pracuje. Poszłam na trening, a on mnie po prostu olał. Na pierwszym treningu musiałam robić to, co wszyscy, a nie potrafiłam nic. Rzucali mną po matach, a ja nie wiedziałam w ogóle, o co w judo chodzi. Pomyślałam sobie wtedy, że pewnie mu się po prostu nie chce. Teraz dopiero wiem, że to nie tak.
A jak?
Wydaje mi się, że Gajdamakin chciał mnie po prostu sprawdzić. Czy ja zostanę. 
Zajął się tobą na drugich zajęciach?
Na drugich jeszcze nie. Naprawdę długo się zastanawiałam czy ja tego chcę, ale ja tak mam. Ambicja. Więc poszłam. Jedna jaskółka nie czyni wiosny. Fakt, Gajdamakin nie zajął się mną od razu, ale był taki moment, że kiedy on zobaczył, że ja się nie poddaję to zaczął do mnie sam podchodzić. Teraz uwielbiam go pasjami. Jest świetnym człowiekiem i trenerem przede wszystkim.
Od jakiego pasa zaczynacie naukę judo, bo jest ich kilka?
Tak. Pierwszy pas jest biały. Później żółty, pomarańczowy, zielony, niebieski, brązowy i czarny, z tym że biały pas zdobywa się tak jak każdy inny. Nie dostaje się go na starcie. Na pewno trzeba znać już trochę judo. Trzeba umieć podstawowe pady, podstawowe komendy itd. Wtedy zdobywa się biały pas, natomiast zdobycie kolejnych to już kwestia umiejętności walki.
Trzeba przejść jakiś egzamin?
Tak. Mój trener – Radek Gajdamakin, robi egzamin w czerwcu, więc ja swój biały pas będę zdobywać w czerwcu, a dopiero za rok żółty. Trzeba jednak zaznaczyć, że ja trenuję judo amatorskie. Mając 39 lat, czy nawet dziewczyny ode mnie z grupy, które mają po 17 lat i dopiero zaczynają judo, my nigdy nie będziemy uprawiać tego sportu zawodowo. Natomiast w judo zawodowym jest tak, że o tych najwyższych stopniach decydować może już tylko Międzynarodowa Konfederacja Judo.
Będąc na waszym treningu widziałam, że np. ty bez żadnego pasa, trenujesz z ludźmi, którzy mają już zielony bądź niebieski pas. Dlaczego tak się dzieje? Nie jesteście dobierani na podstawie umiejętności?
Nie. To wynika ze sposobu prowadzenia tego klubu – słabsi mają widzieć pracę tych lepszych i to, jaki wysiłek muszą włożyć w trening, mimo że są mistrzami. To motywuje. Ja chciałam na początku trenować ćwicząc raz coś lżejszego i raz coś trudniejszego. Trener natomiast powiedział, żebym sobie odpuściła, żebym robiła te lżejsze ćwiczenia. Tak naprawdę trzeba dane ćwiczenie powtórzy mnóstwo razy, żeby wyłączyła się głowa. Dopiero wtedy ciało samo zareaguje i dopiero wtedy można przechodzić na kolejne etapy. Ja na razie ogarniam wszystko głową. Co do samych treningów to po każdym z nich, w szatni, dziewczyny krzyczą „Kocham judo!!!”. One mają po 17 lat. Żałują, że w tym wieku mogą trenować judo wyłącznie amatorsko. Im jest ciągle mało treningów.
I ja też tak mam. Coraz bardziej.


Agata Jeruszka
 http://artelis.pl/artykuly/43147/dream-makers-cz-3-anna-cichowska

Niemożność polskich sportowców


Krzysztof Borne 
W ostatnim okresie polski sport, a co za tym idzie, jego przedstawiciele nie mogą pokonać „zakrętu”, który prowadzi do kompletnego sukcesu. Zadowalamy się, a raczej narzuca nam się euforię z osiagnięć naszych sportowców.
Załoga M. Kusznierewicza z D. Życkim nie staje na podium żeglarskich Mistrzostw Świata, R. Paszke „łapie” poważną awarię katamaranu w biciu rekordu szybkości opłynięcia globu. K. Stoch skacze bardzo nierówno, zaliczając znaczące wpadki, K. Hołowczyc będąc od podium Dakaru na wyciągnięcie ręki, grzebie swoja szansę przez awarię samochodu. Piłkarze ręczni pokonują „zakręty” prowadzące do finału Mistrzostw Europy w sposób co najmniej dziwny, nie bardzo zrozumiały nawet dla fachowców i nie wiadomo czy z niego wyjdą, pozwalając by zależało to od wyników spotkań innych drużyn, A. Radwańska kończy swój udział w Australian-Open na ćwierćfinale/w wielkich szlemach już po raz piąty/, co po ostatnich rokowaniach, na pewno nie jest  sukcesem. To tylko niektóre, rzucające się w oczy, przykłady niemożności. Mogliśmy w nich, zupełnie realnie, spodziewać się i na takie liczyliśmy, znacznie wyższych osiągnięć, które można by wtedy nazwać autentycznymi sukcesami. Ktoś powie – „taki jest sport i to jest w nim piękne”. Zgoda, ale jest przecież cała, mniej lub bardziej kosztowna, czasochłonna, przeważnie wyczerpujaca, struktura przygotowania do sukcesu, spodziewanego sukcesu.
Trener H. Wagner jadąc z siatkarzami na olimpiadę do Montrealu powiedział /…kiedy to było?/, że interesuje go tylko złoto i osiągnął je. Nakłady na ten sukces – bo to był sukces – były nieporównywalnie mniejsze w stosunku do innych ekip, był to przecież okres PRLowski - ale można było. Myślę, że obecnie w naszym sporcie, proporcjonalnie, jest podobnie. Może w mniejszym stopniu. Ale nie można wszystkiego zwalać na kryzys, z którym, podobno radzimy sobie nie najgorzej.
Z tej niemożności wyłamuje się jedynie Justyna Kowalczyk, która, jako właściwie jedyna, przysparza nam wielkiej radości i napawa optymizmem swoją postawą i dużymi, często spektakularnymi sukcesami.
Teraz polski sport, jako całość. „Zakręt” jaki pokonuje Polska przygotowując się do bardzo ważnego i znaczącego, wręcz spektakularnego sukcesu, jakim ma być organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, z nieciekawym przecież, w obecnym okresie, parterem- Ukrainą, jest bardzo wyboisty i niebezpieczny. W obecnej chwili nie wiadomo właściwie, czy go w ogóle pokonamy. Wiele przesłanek temu przeczy. A jeżeli, czy pozwoli to na nazwanie tej imprezy wspaniałym sukcesem, czy też będzie to wydarzenie sportowe o wątpliwym znaczeniu.
Coś tu, w rozwiazywaniu tych zagadnień, nie gra. Ale co? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak czy tylko? Wiemy i mamy nadzieję, że są w Polsce ludzie, instytucje i organy najwyższego szczebla, które mogą sobie z tymi problemami poradzić, tak decyzyjnie jak i wykonawczo, i oby im się to udało, wierzymy w to.
Kabor
www.sport-championsport.blogspot.com
 http://artelis.pl/artykuly/43275/niemoznosc-polskich-sportowcow

niedziela, 22 stycznia 2012

Barca po raz kolejny lepsza!


Jakub Bednarczyk .
FC Barcelona po raz kolejny okazała się lepsza od Realu Madryt. Tym razem swoją wyższość udowodnili w Pucharze Króla Hiszpanii. Szkoda, że te dwie klasowe drużyny spotkały się ze sobą dopiero w ćwierćfinale tych rozgrywek, a nie w ich finale. 
Real: Casillas – Altintop, Carvalho, Ramos, Coentrao – Lass Diarra (66. Oezil) Xabi Alonso, Pepe (79. Granero) – Higuain (66. Ca;lejon), Benzema, Ronaldo. Barcelona: Pinto – Dani Alves, Pique, Puyol, Abidal – Xavi, (87. Thiago), Busquets, Inesta – Alexis Sanchez (82. Adriano), Messi, Fabregas (88. Cuenca)
Kreatywni piłkarze tacy jak Mesut Oezil czy Kaka usiedli na ławce. W ich miejsce pojawili się Lass Diarra i Pepe – czyli piłkarze siłowi. Trener Realu Jose Mourniho postawił na siłę i moc. Dziwił też fakt, że w tak ważnym meczu w składzie Królewskich znalazł się rezerwowy Hamit Altintop. Cały czas nie mógł on złapać tępa Andresa Inesty. Jednak z minuty na minutę jego gra była coraz pewniejsza.
Gwiazdą pierwszych 45- minut był Cristiano Ronaldo. Biegał wszędzie. Na połowie przeciwnika i co dziwi na swojej również. Całkowicie przyćmił Daniego Alves. Obrońca Barcy próbował rajdować swoją prawą stroną, lecz zawsze czyhał na niego CR7. To właśnie on rozpoczął strzelenie na Santiago Bernabeu. Już w 10 minucie pokonał bramkarza Barcelony Jose Pinto. W tej sytuacji biernością wykazał się Pique.
Barcelona też miała swoje szanse. Najbliżej szczęścia był Alexis Sanchez. Po długim podaniu Cesa Fabregas uderzył głową i przelobował Casillasa, jednak piłka uderzyła w słupek. Przełamać nie mógł się również Andreas Insta, który w pierwszej próbie trafił w bramkarza, a w kolejnej słupek.
Rezerwowy bramkarz Barcy Pitno nie grał dość pewnie. Jednak mógł się uczyć spokoju u wyczucia od Casillasa, który w 33 minucie pofrunął w efektowny sposób wybijając głową piłkę na aut.
Dogodną sytuację zmarnował również Karim Benzema. Altintop w piękny sposób ograł jednego z obrońców Katalonii i dośrodkował wprostna głowę Francuza. Jednak on trafił w łupek bramki rywala.
Hiszpańskie gazety pisały: Kto jak nie Messi będzie strzelał bramki? Odpowiedź dali nam dwaj obrońcy Blaugany. I już na początku pierwszej połowy w 48 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Xaviego piłkę w bramce umieścił C. Puyol. Największy walczak- Pepe zawinił i nie upilnował kapitana Barcy. Wynik ustawił obrońca E. Abidal. Po cudownym podaniu Messiego wbiegł na czystą pozycję i z prostego podbicia pokonał Casillasa.
W czasie tego widowiska nie brakowało również aktorstwa i mściwości. Piłkarze jednej i drugiej ekipy przewracali się i turlali się po murawie „jakby i m nogi urywano”. Pepe pracował na czerwoną kartkę, ale jej nie dostał. Najwięcej kontrowersji wzbudziła sytuacji, gdy Portugalczyk nadepnął na rękę Messiego. Arbiter, który zajmował się rozmową z Callejonem zajścia nie zauważył.
Tak, więc kolejne Grand Derbi zakończyły się chwałą i zwycięstwem FC Barcelony. Real robił co mógł, ale Barca i tak grała swoje. Królewscy zostali zmiażdżeni posiadaniem piłki 73% do 23% na korzyść Dumy Katalonii. W środę 25 stycznia rewanż na Camp Nou.
Kuba Bednarczyk
 http://artelis.pl/artykuly/43088/barca-po-raz-kolejny-lepsza

Zwycięstwo Justyny Kowalczyk w Tour de Ski !


SLAVO 
Za nami wyczerpujący cykl Tour de Ski w biegach narciarskich. Mamy powody do zadowolenia. Nasza gwiazda – Justyna Kowalczyk zajęła w nim pierwsze miejsce. Zwycięstwo jest tym okazalsze z uwagi na fakt pokonania odwiecznej rywalki, najlepszej zawodniczki ekipy norweskiej – Marit Bjoergen.

Za nami wyczerpujący cykl Tour de Ski w biegach narciarskich. Mamy powody do zadowolenia. W Niedzielę 8 stycznia nasza gwiazda – Justyna Kowalczyk zajęła w nim pierwsze miejsce. Zwycięstwo jest naprawdę okazałe, biorąc pod uwagę fakt pokonania odwiecznej rywalki, najlepszej zawodniczki ekipy norweskiej – Marit Bjoergen, która w ostatnich trzech edycjach turnieju nie startowała.
Nie da się ukryć, że Polka pomimo początkowo słabej formy, przyczyną której mogły być problemy z kolanem była najlepsza. Najwyraźniej widać to było podczas ostatniego etapu, podbiegu pod Alpe Cermis. Trasa ta jest wyzwaniem dla każdej zawodniczki. Dlaczego? Nie wszyscy wiedzą, ale jest to po prostu stok narciarski będący trasą zjazdową dla narciarzy alpejskich. Kąt nachylenia momentami wynosi, aż 28 %! Sama Justyna twierdzi, że nie powinno się tej trasy wybierać, myśląc o biegach narciarskich, gdyż nie ma z nimi nic wspólnego. Pod sam szczyt praktycznie wchodzi się na nartach.
Wracając do tegorocznego Tour de Ski, Marit dotarła na metę dopiero 28 sekund po Justynie, co jak na narciarstwo biegowe i tak wyrównaną rywalizację jest ogromną różnicą.
Dzięki zwycięstwu w Tour de Ski Justyna Kowalczyk oprócz punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobiła bagatela 150 tysięcy franków szwajcarskich. Przeliczając na naszą walutę daje to około 520 tysięcy złotych.
Niezła sumka, zwłaszcza na nasze warunki. Warto robić to co się kocha, ciężko trenować i strarać się być w tym najlepszym, prawda?  Justyna Kowalczyk jest na to najlepszym dowodem.
Blog na każdy temat PIERNIKOWACHATKA
 http://artelis.pl/artykuly/42682/zwyciestwo-justyny-kowalczyk-w-tour-de-ski

czwartek, 19 stycznia 2012

Co robić aby rosły mięśnie?


Jacek Rostowski 
Artykuł poświęcony jest  dwóm najważniejszym czynnikom budującym masę mięśniową, a mianowicie odpowiednia dieta i trening. W zależności od tego co chcesz uzyskać trenując na siłowni musisz zastosować odpowiednie metody żywieniowe i treningowe. 
Szukając sposobu na idealny trening i idealną dietę napotykasz się na wiele podejrzanych i mało wartościowych stron. Większośc z nich podaje informacje mało wiarygodne a co za tym idzie niesprawdzone. Aby zbudować wymarzoną sylwetkę musisz poznać swój organizm od wewnątrz, gdyż nie tylko sposób trenowania, ale i dieta ma bardzo ogromne znaczenie podczas budowania tkanki mięśniowej.  Twój sposób trenowania jest uzależniony od twojego celu. Jeżeli chcesz w jak najkrótszym czasie zbudować dużą masę mięśniową musisz zastosować trening, który skłoni twój organizm do wytwarzanie większej ilości testosteronu. Taki sposób ćwiczenia charakteryzuje się podnoszeniem dużych obciążeń przy stosowaniu niewielkich ilości powtórzeń. Idealny  trening na masę charakteryzuje się zakresem powtórzeń od 6 do 8. Przy tej ilości powtórzeń skłaniasz organizm do większego wysiłku. Przerwy natomiast powinieneś stosować od 2 do 2,5 minuty.
Stosując same ćwiczenia na siłowni nie zbudujesz mięśni. Odpowiednia dieta na masę zapewni ci duży przyrost tkanki mięśniowej, ale także i tkanki tłuszczowej. Spowodowane to jest spożywaniem ogromnych ilości białka, a przede wszystkim węglowodanów. Twoja masa ciała jest w stanie wzrosnąć nawet do 3,5 kilogramów na miesiąc pod warunkiem stosowania zasad tejże diety. Dziennie spożywa się minimum 5 dań, najlepszą ilością jest 6 bądź 7 posiłków. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, jedząc częściej nie opychasz żołądka, a ilość spożytego białka w jednym posiłku jest na tyle dopasowana, że twój organizm przyswaja je w całości.
http://artelis.pl/artykuly/42977/co-robic-aby-rosly-miesnie

Cristiano Ronaldo: Nie czuję presji


Anna Skwierawska 
Cristiano Ronaldo oznajmił na konferencji prasowej przed Gran Derbi w Pucharze Króla, że nie boi się Barcy i mecz z drużyną z Katalonii traktuje tak samo jak inne...
Cristiano nie boi się Barcy
Njalepszy napastnik Realu Madryt i jeden z najlepszych piłkarzy na świecie - Cristiano Ronaldo stwierdził w ostatnim wywiadzie, że nie czuje żadnej presji przed Gran Derbi i zaznaczył, że spotkań z FC Barceloną  nie traktuje wyjątkowo, ponieważ każdy mecz jest dla niego tak samo ważny i nie zwraca uwagi na to czy gra z zespołem pierwszej czy niższej ligi. "Zawsze jestem zrelaksowany przed meczem i staram się po prostu zagrać jak najlepiej. Nie wiem co to presja i zawsze mam taką samą motywację". Nie mamy podstaw, aby nie wierzyć słowom Cristiano, jednakże spoglądając na statystyki i poziom jego gry z drużynami z "wyższej półki" obiektywnie należy stwierdzić, iż CR7 nie radzi sobie najlepiej w meczach o wysoką stawkę, a jego bezradność w meczach z drużyną z katalonii jest nad wyraz widoczna i została nawet zauważona przez fanów Królewskich, którzy po meczach z Blaugraną dali tego wyraz niejednokrotnie. W obronie portugalskiej gwiazdy staje jego rodak - trener Galacticos - Jose Mourinho, który na konferencji prasowej dał jasno do zrozumienia, że Ronaldo to obecnie najlepszy piłkarz na świecie, a kilka słabszych meczów podczas całego sezonu, w którym jest królem strzelców ligi, nie mają najmniejszego znaczenia. Pozostaje mieć nadzieję, że Ronaldo wreszcie stanie na wysokości zadania i udowodni swoją wartość w zbliżającym się dwumeczu Realu i Barcelony w Pucharze Króla. Pierwszy mecz już w środę o godz. 22.
 http://artelis.pl/artykuly/43031/cristiano-ronaldo-nie-czuje-presji

środa, 18 stycznia 2012

Po co ćwiczyć brzuch?


Jacek Rostowski
Wszyscy chcą być posiadaczami idealne sylwetki, a przede wszystkim idealnego brzucha. Jeżeli szukasz sposobu na to jak zbudować idealny sześciopak to dobrze trafiłeś, strona jest poświęcona diecie i ćwiczeniom na brzuch.
Szukając sposobu na idealny brzuch zapewne spotkałeś się ze zdaniem, że to jeden z najbardziej wymagających mięsni u człowieka. Co to znaczy ? Jeżeli chcesz być posiadaczem idealnej sylwetki musisz zdecydować się na dietę, a także odpowiednie ćiczenia. 6 weidera to trening zapewniający odpowiednią rzeźbę brzucha, ale nei tylko. Szóstka weidera buduje również kondycję mięśni brzusznych co przydaje się podczas biegania, marszów, a także podczas innych sportów.  Po jakim czasie możesz spodziewać się efektów?
Szóstka weidera efekty powinny wystąpić po całym cyklu trenowania. A co za tym idzie po 42 lub 45 dniach w zależności od rodzaju treningu. Jeżeli masz nie wielką ilość tkanki tłuszczowej na brzuchu efekty będą bardzo widoczne. Natomiast, jeśli na twoim brzuchu znajduje się pokaźna ilość tej niechcianej tkanki nie licz na cud. Mieśnie będą schowane i mało widoczne.
Jaki sposób na spalenie tkanki tłuszczowej?
Musisz liczyć się, że aerobiczna 6 weidera  nie wystarczy jeżeli masz dużo tłuszczu na brzuchu. Zacznij stosować podstawowe zasady odżywiania w swojej diecie. Dołącz aeroby do 6 weidera czyli : rower, biegi, pływanie. To między innymi dzięki nim spalisz największą ilość tłuszczu.
Motywacja:
Szótka weidera jest bardzo wymagającym ćwiczeniem, które wymaga nie tylko dużo wolnego czasu, wytrwałości, silnej woli a także wytrzymałości na ból mięśni. Jeżeli masz problemy z motywacją znajdź sobię partnera do a6w. Dodatkową motywacją jest słichanie muzyki podczas ćwiczeń. Włącz ulubioną stację radiową, albo zespół. Najlepiej gdy muzyka jest rytmiczna.
http://artelis.pl/artykuly/42970/po-co-cwiczyc-brzuch

Powrót do Arsenalu!


Jakub Bednarczyk 
Thierry Henry został wypożyczony z New York Red Bulls do Arsenalu Londyn. Arsene Wnger wykorzystał przerwę w Mojor League Soccer i sprowadził swojego dawnego podopiecznego. 
Trener Arsenalu musiał jakoś załatać dziury w kadrze. Gervinho i Maroune Chamakh jadą na Puchar Narodów Afryki i napad będzie trochę okrojony, a przed Kanonierami ważne mecze. Najważniejszy sprawdzian przed nimi już 22 stycznia u siebie z Manchesterem United. Henry zdążył już zagrać w meczu z Leeds United w Pucharze Anglii. Na boisku zameldował się w 68 minucie, zmieniając Maroune Chamakh’a, by 10 minut później cieszyć się z gola na 1:0. Ta bramka dała zwycięstwo i awans do następnej rundy.  Na przestrzeniu ośmiu lat, Henry stał się najlepszym strzelcem w całej historii, a także jednym z najlepszych piłkarzy „Kanonierów”. W 370 spotkaniach strzelił, aż 226 goli. Za swoją wybitną grę został dwa razy nominowany do nagrody Piłkarz roku według FIFA. Był wybierany aż trzytonie najlepszym piłkarzem ligi angielskiej i dwa razy zdobył nagrodę Złotego buta – dla najlepszego strzelca Europy.  Ze swym klubem dwa razy wygrał Premier League i trzykrotnie FA Cups. W Europie dużo z Arsenalem nie ugrał. Najbliżej było w 2006 roku w finale na Stade de France z FC Barceloną. PO dramatycznym meczu Barca wygrała 2:1. W drodze do finału „Kanonierzy” pokonali takich rywali jak Juventus, Villareal czy Królewski Real Madryt. Duży udział w tym sukcesie miał właśnie Henry. Świetna gra i umiejętność strzelania pięknych bramek zaowocowała transferem do stolicy Katalonii FC Barcelony. Cena transferu wyniosła 24 mln euro.
Zaliczył jeszcze dwa sezony w Major League Soccer w drużynie New York Red Bulls. W 2010 zakończył oficjalnie karierę w reprezentacji Francji. W 123 meczach strzelił 51 bramek, co czyni go najlepszym strzelcem w historii tej reprezentacji. Mistrz Świta z 1998 i Mistrz Europy z 2000.
Po pięciu latach przerwy od angielskiej gry Thierry Henry powrócił na Fly Emirates Stadium i to w królewskim stylu. A kibice przygotowali mu ciepłe powitanie. Wystarczy życzyć mu sukcesów w dalszej grze w piłkę nożną.
Kuba Bednarczyk.
http://artelis.pl/artykuly/42948/powrot-do-arsenalu

piątek, 13 stycznia 2012

Program treningowy dla zapracowanych


Marcus 
Wielu z nas zmaga się na co dzień z brakiem wolnego czasu, jest to zrozumiałe przy dzisiejszym tempie życia w dużych miastach. Artykuł zawiera program treningowy ułożony właśnie pod kątem "braku wolnego czasu". 
             Każdy z uprawiających kolarstwo górskie doskonale wie ile czasu trzeba włożyć żeby mieć formę na rowerze, o włożonym wysiłku nie wspominając. Jeśli ktoś myśli poważnie o tym sporcie, myśli też poważnie o treningach. Jednak jak znaleźć na nie czas nie tracąć go jednocześnie dla rodziny i co równie ważne dla pracy, gdzie często spędzamy większą część dnia. Przez kilka lat zmagania się z tym problemem opracowałem optymalny program treningowy, który co prawda daleki jest od tego,, który stosują profesjonaliści jednak pozwala mi zachować równą formę przez okrągły rok nie narażając zbytnio mojego wolnego czasu.             Do momentu wprowadzenia programu mój tydzień wyglądał następująco: wstawanie o 5:30, śniadanie lub nie bo przecież pośpiech, następnie praca za  kierownicą przez okrągłe 10 godzin (obecnie praca za biurkiem ale w podobnych godzinach), powrót do domu około 19, kolacja, zakupy i ewentualnie obowiązki związane z uczelnią( wtedy jeszcze studiowałem). I tak przez 5 dni w tygodniu. Nie ma czego zazdrościć…. Czas na rower miałem tylko w weekendy i to jak nie było uczelni. Po przemyśleniach doszedłem do wniosku że muszę być bardziej konsekwentny w dążeniu do formy więc zacząłem się zastanawiać co zmienić żeby taką osiągnąć. Zacząłem więc od różnych możliwośc,i w które nie będę teraz Was czytelników wtajemniczał. Liczy się przecież wynik końcowy. Plan stosuje około 8 miesięcy i przynosi niesamowite rezultaty. Jestem teraz zdyscyplinowany jeśli chodzi o treningi i okazało się, że  mam jeszcze więcej wolnego czasu niż mogło mi się wydawać. Wielu ludzi traci go bez sensu nie wiedząc gdzie on ucieka a wystarczy się tylko poważnie nad sobą zastanowić… Mi zajęło to około trzech lat,  ale warto było. Teraz przyszła pora, żeby podzielić się swoją myślą z innymi. Zaczynając najprościej: w grę wchodzi kilka elementów. Po pierwsze: upór i konsekwencja, po drugie: odpowiednie odżywianie(ale bez przesady z dietami bardziej chodzi tutaj o regularność, po trzecie: siłownia, po czwarte: rower. Po tych trzech latach mój tydzień jeśli chodzi o czas spędzony na trening kolarstwa wygląda następująco:
PONIEDZIAŁEK – godzina intensywnego biegania włączając w to ćwiczenia rozciągające ze wskazaniem na nogi, kręgosłup i ręce, ja przeważnie robię to w godzinach wieczornych po obowiązkach całego dnia
WTOREK – bez względu na porę roku 30 minut intensywnej jazdy rowerem
ŚRODA – dzień wolny od ćwiczeń
CZWARTEK – 2 godziny siłowni z naciskiem na ćwiczenia ogólnorozwojowe na całe ciało ale bez ćwiczeń kondycyjnych typu bieganie na bieżni czy na orbitreku( wielu ludzi tylko po to chodzi do siłowni), godziny ranne w moim przypadku były najlepsze ponieważ ten jeden dzień wcześnie wstawałem bo o 4:00 żeby jeszcze zdążyć do pracy, nagrodą był wolny wieczór który mogłem przeznaczyć dla rodziny
PIĄTEK – 30 minut intensywnej jazdy rowerem włączając w to ćwiczenia rozciągające na całe ciało, jeśli miałem ochotę zamieniałem to na godzinę lub dwie basenu
SOBOTA – ten dzień przeznaczyłem na tzw. odrabianie zaległości
NIEDZIELA – niedziela to dzień największego wysiłku jeśli chodzi o rower, w miesiącach wiosenno – letnio – jesiennych intensywne trasy rowerowe które sam układałem tak żeby mieć zarówno podjazdy, zjazdy i prosty teren a że mieszkam w dużym mieście nie było to łatwe ale proszę mi wierzyć że do zrobienia. Czasem udawało się gdzieś pojechać za miasto. Na takiej trasie spędzałem około 4 godzin w zależności od pory dnia
            Jak widać program treningowy nie jest porywający jeśli chodzi o sam rozkład ćwiczeń jednak dla kolaży amatorów, którzy jeżdżą wyłącznie dla siebie, zaliczając od czasu do czasu jakiś maraton w zupełności wystarczy. Jeśli chodzi o odżywianie to nie stosowałem żadnej diety, chodzi tylko o to żeby jeść regularne posiłki w normalnych ilościach (jak kto lubi). Potrzeba tylko odrobinę chęci i czas który spędzamy na zanudzaniu a sami wszyscy wiemy że często tak bywa, możemy przeznaczyć na coś pożytecznego dla zdrowia(proszę mi wierzyć że poziom stresu bardzo spada). Czy ten program zastosujecie zależy od Was, mi on pomaga i wypowiadam się obiektywnie bo sam wiem jak wygląda zapracowana codzienność. Trzeba myśleć o sobie i o tym, co nam sprawia przyjemność i trzeba konsekwentnie do tego dążyć. Pozdrawiam wszystkich jeżdżących na rowerach i wszystkich co choć odrobinę poważnie myślą o startowaniu w maratonach. . .
Marek - nigdy nie trać celu z oczu...
kolarstwomtb.blogspot.com 
http://artelis.pl/artykuly/41098/program-treningowy-dla-zapracowanych

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Sidemount - nowy trend w nurkowaniu rekreacyjnym


Krzysztof Mariano Kowalski
W nurkowaniu w ostatnich latach nie wymyślono praktycznie niczego, co można by nazwać przełomem. Sprzęt używany w tym sporcie powoli ewoluuje, lecz żadne z nowych rozwiązań nie zasłużyło na miano rewolucji. Ostatnio jednak pojawiła się pewna iskierka nadziei, gdyż na forach internetowych coraz głośniej mówi się o konfiguracji sidemount.
Wydawałoby się, że sporcie tak bardzo konserwatywnym i przywiązanym do ściśle określonych procedur i konfiguracji jak nurkowanie, nie pojawią się już żadne nowe trendy. Od kilkunastu miesięcy wzrasta zainteresowanie konfiguracją stosunkowo nową w nurkowaniach rekreacyjnych, czyli sidemount'em. Po czym można to wywnioskować? To proste! Na forach internetowych związanych z nurkowaniem coraz częściej dyskutuje się o wadach i zaletach tej konfiguracji. A dyskutować jest o czym, gdyż sprzęt nurkowy używany w tej konfiguracji zdecydowanie różni się od konfiguracji backmount. Ktoś może powiedzieć, że konfiguracja boczna znana jest i użytkowana od dawna. Będzie miał przy tym całkowitą rację! Dotychczas jednak sidemount używany był niemal wyłącznie w nurkowaniach jaskiniowych, jako znakomite narzędzie do penetracji ciasnych przestrzeni. „Inność” konfiguracji bocznej a także brak instruktorów i szkoleń rekreacyjnych przeznaczonych dla tej konfiguracji spowodowały, iż na nurkowiskach w wodach otwartych była ona dotychczas bardzo rzadko spotykana, a płetwonurkowie jej używający od razu stawali się atrakcją dnia, budząc zainteresowanie porównywalne z płetwonurkami używającymi obiegów zamkniętych.
W ostatnich latach zmieniło się jednak postrzeganie konfiguracji bocznej, która obecnie traktowana jest jako doskonała konfiguracja do nurkowań rekreacyjnych. I nic dziwnego, gdyż oferuje on użytkownikom niezrównane poczucie wolności podczas nurkowania i sporo innych zalet, jak zdublowanie źródła gazu czy możliwość bezpieczniejszej penetracji wraków. Istnieje jeszcze jedna zaleta, którą ciężko przecenić gdy nurkuje się sporo. Uprząż sidemount jest bezkonkurencyjna w kategorii "obciążenie kręgosłupa". Wielu płetwonurków uskarża się na problemy z kręgosłupem, co często jest efektem dużej liczby nurkowań z twinsetem. Sidemount jest w tym przypadku idealnym rozwiązaniem, gdyż nie trzeba dźwigać całości sprzętu w drodze do wody - po prostu butle można zanieść wcześniej.
Obecnie problemem jest jeszcze dostępność kursów, ale i to zmieni się niebawem, gdyż praktycznie wszystkie uznane organizacje nurkowe wprowadzają obecnie kursy sidemount przeznaczone dla płetwonurków rekreacyjnych. Nawet, jeśli na chwilę obecną nie ciągnie na w kierunku konfiguracji bocznej, warto spróbować takiego nurkowania, by poznać co tracimy nurkując w tradycyjnych konfiguracjach.
http://artelis.pl/artykuly/42675/sidemount-nowy-trend-w-nurkowaniu-rekreacyjnym

Niemiecka Jesień


Jakub Bednarczyk 
Runda jesienna upłynęła w Niemczech pod znakiem walki Borussi Dortmund i Bayernu Monachium. W bezpośrednim starciu mistrzowska Borussia pokonało Bayern 1:0 do golu Mario Goetze i to na Allianz Arena.  Pierwsza połowa sezonu nie wyłoniła jeszcze faworyta do tytułu Majstra Niemiec. 
Drużyna z Bawarii zakończyła rozgrywki na pierwszym miejscu, ale mając tylko 3 punkty przewagi nad BVB. Niesamowity Mario Gomez strzelił 15 bramek i na razie jest na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców.  Tyle samo punktów co Borussia zdobyło Schalke 04, które na koniec sezonu rozgromiło Werder aż 5:0. Najwięcej bramek w tej drużynie strzelił Holender Klass- Huntelaar.  Stawkę czterech najlepszych drużyn zamyka klub z M’Gladbach co bardzo dziwi. W zeszłym sezonie drużyna walczyła o utrzymanie, a teraz walczy o mistrzostwo i europejskie puchary. W dużym stopniu dotakiego wyniku przyczynił się młody Marco Reus. Zdobył aż 10bramek w 15 występach. Zrobił furorę i już stał się nowym nabytkiem BVB. Wicemistrz, Bayer dopiero na 6 miejscu w tabeli.  O wiele lepiej poszło im w zmaganiach Ligi Mistrzów. Wyszli z grupy i w 1/8 zagrają z fenomenalną FC Barceloną. Bayern wygrał swoją grupę, zostawiając  z tyłu takie zespoły jak Napoli, Villareal czy Man City. W dalszej fazie zmierzy się z FC Basel, pogromcą Man United. Natomiast Borussia odpadła z wielkim hukiem. Nie awansowała nawet do Ligi Europy.  Takie zachowanie nie przystoi Mistrzowi Niemiec. Całą stawkę zamykają zespoły Freiburga, Augsburga i  K’lautern. Bardzo rozczarowała drużyna z Hamburga, która zdobyła tylko 19 punktów.
Polakom szło różnie. Najlepiej prezetnował się nasz super strzelec Robert Lewadnowski, który strzelił 12 bramek w lidze. Łukasz Piszczek poczynił znaczne postępy w grze. Został wybrany najlepszym prawym obrońcą Bundesligi. Nasz Kapitan Kuba Błaszczywoski dużo nie grał i miał trudne relacje z Jurgenem Kloppem. Reszta miała swoje okazje, ale za bardzo nie była ich w stanie wykorzystać.
Tak, więc miejmy nadzieję, że druga część rozgrywek będzie równie emocjonująca.
Kuba.Bednarczyk
http://artelis.pl/artykuly/42663/niemiecka-jesien

sobota, 7 stycznia 2012

Węglowodany i tłuszcze - paliwo najwyższej jakości


Jerzy Siwiec 
Jesteś świadomy jak ważne jest dostarczenie dobowej porcji pełnowartościowego białka. W twojej lodówce jest zawsze porcja piersi z kurczaka. Poza tym uzupełniasz dietę wysoce przyswajalnymi odżywkami proteinowymi. Czy jednak tylko białko decyduje o prawidłowym składzie diety?
WĘGLOWODANY
Spożyte węglowodany są w organizmie trawione i rozkładane do cukru prostego – czyli glukozy, która trafia do krwi. Materiał energetyczny zostaje rozdysponowany zgodnie z zapotrzebowaniem:
-w zasobach glikogenu wątrobowego – magazyn energii zużywany tylko na potrzeby utrzymania odpowiedniego poziomu cukru  - glikemii
-glikogenie mięśniowym - zbiornik energii zużywany w czasie wysiłku; po treningu mięśnie wykazują wzmożoną wrażliwość na węglowodany, stąd są w stanie przyswoić ich dużą ilość
-wykorzystany na bieżące potrzeby energetyczne
-w sytuacji gdy dostarczony materiał energetyczny przekracza bieżące zapotrzebowanie lokowany jest w tkance tłuszczowej.

Węglowodany stanowią bazę energetyczną w czasie następujących wysiłków:
-beztlenowych trwających powyżej 5 - 10 s - po wyczerpaniu zasobów ATP i fosfokreatyny wykorzystywany jest glikogen mięśniowy w przemianach beztlenowych; np. sprint, trening w siłowni, walka na ringu, wysiłki interwałowe (m.in. gry zespołowe)
-tlenowych o intensywności wyższej niż umiarkowana  - intensywność nie jest maksymalna, kiedy to zachodziły by przemiany beztlenowe, ale też nie jest umiarkowana, kiedy to wykorzystywany byłby tłuszcz np. trucht, spokojny bieg
-tlenowych o intensywności umiarkowanej – zanim organizm zacznie czerpać energię z tłuszczu musi upłynąć trochę czasu (pierwsze minuty wysiłku), który jest mu potrzebny na wyprodukowanie niezbędnych enzymów, wytworzenie właściwego środowiska hormonalnego; każdy rodzaj treningu aerobowego ukierunkowanego na spalanie tkanki tłuszczowej

Węglowodany poranne
Przez długi czas panowało przekonanie, że rano możemy wręcz bezkarnie spożyć dużą  porcję łatwoprzyswajalnych węglowodanów (mogą mieć wysoki GI). Uważano, że  spożycie nadprogramowych kalorii będzie niegroźne o tej porze dnia, gdyż będą one przeznaczone na uzupełnienie okołonocnych start. Od tego czasu jednak dietetyka posunęła się znacznie do przodu i pogląd na poranne „węgle” nieco zmienił się. Dziś na równych prawach egzystują ze sobą dwie opcje żywieniowe. Pierwsza, dużo starsza, zakłada spożywanie białka w ostatnim posiłku i zbilansowanego posiłku porannego z przewagą węglowodanów. Druga, nieco młodsza, propagowana gorąco przeze mnie, zyskująca coraz więcej zwolenników, ma wręcz odwrotną ideologię: wieczorem spożywamy niemal same węglowodany o nikim GI a rano posiłek w przewadze białkowy.  Każda z nich ma swoich zwolenników i nie jest celem tego artykułu wykazywanie, która z nich jest lepsza, a która gorsza. Na tej i na tej metodzie nasi zawodnicy robią dokonała formę, a każda metoda wiodąca do celu jest dobra.
Węglowodany spożywane w ciągu dnia, przed treningiem
Spożywaj urozmaicone węglowodany z powyższej listy. Jeżeli stosujesz dietę redukcyjną wybieraj te o wysokiej zawartości błonnika. Wyjątkiem jest pora przed treningiem, wówczas unikaj pokarmów wysokobłonnikowych gdyż mogą powodować dyskomfort pokarmowy (uczucie wzdęcia, gazy, ciężkość na żołądku). Wówczas zjedz najlepiej dowolny biały ryż długoziarnisty, basmati, makaron durum, lub zwykły makaron gotowany na półtwardo (aldente). Jeżeli nie masz czasu na przygotowania kulinarne, nigdy nie wybieraj się na trening na przysłowiowego „głodnego” bo grozi to „odcięciem zasilana” w jego trakcie. Na około 40 minut przed treningiem wypij odżywkę białkowo – węglowodanową.

Węglowodany treningowe
Są niezbędne w czasie długotrwałych wysiłków. W okresie przygotowawczym zasoby glikogenu mięśniowego są zwiększane poprzez wykorzystywanie potreningowej nadkompensacji. Dzięki temu organizm dysponuje dużym zbiornikiem energetycznym i  zdolny jest sprostać wielogodzinnemu wysiłkowi. Oczywiście nie trwa to wiecznie i niezbędne jest uzupełnienie glikogenu w czasie wysiłku. Węglowodany wówczas muszą być dostarczone w postaci napoju izotonicznego ( 6-10% węglowodanów). Zachowanie takiego stężenia umożliwia szybkie uzupełnienie zasobów mięśniowych bez wywoływania żołądkowych rewolucji, negatywnego wpływu na zdolności wysiłkowe.
TŁUSZCZE
Najpierw nie zwracano na niego uwagi, spożywano duże ilości tłuszczów nasyconych, co niestety po latach okazało się zgubne w skutkach (cholesterol, problemy sercowe). Potem obarczano go winą za problem tyjącego społeczeństwa. Następnie przez wiele lat tłuszcz był eliminowany z diety i wypierany przez produkty light czyli 0% tłuszczu. Potem dopiero poszliśmy po rozum do głowy i zauważyliśmy, że tłuszcz jest nam niezbędny do życia, prawidłowego funkcjonowania ustroju i stanowi doskonałe źródło energii, konkurencyjne pod wieloma względami dla węglowodanów.Tłuszcze stanowią źródło energii głównie w czasie wysiłków długotrwałych o umiarkowanej intensywności. W pewnych jednak warunkach (deficyt lub znaczne ograniczenie węglowodanów, ketoza, cykliczna dieta ketogeniczna) mogą one stać się naczelnym zbiornikiem energetycznym. W celu zaangażowania większości rodzajów tłuszczowców organizm potrzebuje karnityny. Aminokwas ten jest produkowany naturalnie w organizmie, ale w sytuacji gdy dużo tłuszczu zużywanego jest w celach energetycznych może potrzebować większej ilości tego nośnika. Wówczas warto wesprzeć swoją dietę karnityną. Wyjątkowe pod tym względem są tłuszcze z rodziny MCT (czytaj dalej), do transformacji których nie jest niezbędna karnityna.

Obecnie konstruowanych jest coraz więcej planów żywieniowych, w których bardzo duży udział mają tłuszcze – głownie te nienasycone. Zalew rynku spożywczego cukrami o wysokim GI spowodował, że coraz więcej ludzi źle toleruje węglowodany (wysoka wrażliwość na węglowodany), wykazując tendencje do „obrastania w tłuszcz”. Dla tej grupy osób doskonałym rozwiązaniem będą opcje żywieniowe, w których ogranicza się węglowodany na rzecz udziału tłuszczów. Najprostszym zabiegiem jest zamiana części puli kalorycznej pokrywanej przez węglowodany na tłuszcze. Nawet jeżeli ktoś stosuje dietę o dużym udziale tłuszczu to po treningu zawsze przyjmuje porcję węglowodanów, które są w każdej opcji żywieniowej stałym elementem postępowania treningowego.Oczywiście tłuszcz tłuszczowi nierówny. Tak jak są dobre i złe węglowodany, tak samo istnieją lepsze i gorsze tłuszcze.
http://samson-silownia.blogspot.com/
http://artelis.pl/artykuly/41144/weglowodany-i-tluszcze-paliwo-najwyzszej-jakosci